29.07.2012

Nowe możliwości blogowe

Nie korzystałem nigdy z zewnętrznych aplikacji, by umieszczać tu wpisy. Nowy system operacyjny, który nabyłem (z sercem ciężkim, ale – po kupnie – z lekkim portfelem) i zainstalowałem taką możliwość oferuje. Nie wiem, czy będę stale korzystał z owego "Windows Live Writera”, warto jednak przeprowadzić próbę. Wprawdzie na jakość (albo jej brak) wpisów nie ma ów programik żadnego wpływu, ale może będzie stanowił jakieś ułatwienie…?

Proszę traktować wpis niniejszy z pobłażaniem; jest jedynie testem nowych, wspaniałych możliwości… Oj, to się rozpędziłem!

25.07.2012

Plakatowo - Festiwalowo - Rozdwojeniowo

Oczywiście o skoordynowaniu terminów nie pomyślał nikt. Tak więc 11.i 12. VIII trzeba będzie z ciężkim sercem wybierać. Banda debili organizacyjnych...

Strona z programem (nie linkuję do miasta za debilizm wyżej wspomniany):

Strona z programem (debilizm koordynacyjny wyżej wspomniany wcale nie mniejszy): Cygańska Wyspa

07.07.2012

Szklarska Poręba: szklane sny i rocznica linii kolejowej


Niemal cały dzień wczorajszy spędziłem w Szklarskiej Porębie (w Średniej i Górnej). Bazę główną zainstalowałem w najukochańszym muzeum świata (mi znanego, muzealnego), w Domu Carla i Gerharta Hauptmannów. Wizyta wcale nie była czysto towarzyska, a wszyscy merytoryczni pracownicy (tłum ich: sztuk dwie!) w obliczu nawału pracy (to naprawdę nie kpina) związanej z wernisażem, wielkimi projektami realizowanymi wspólnie z miastem i partnerami zagranicznymi i mniejszymi, acz nie mniej istotnymi wydarzeniami wokółmuzealnymi (o których niebawem) Bożena i Przemek nie mieli nawet czasu, by przysiąść...
Przed wernisażem wybrałem się więc na dworzec kolejowy w Szklarskiej Porębie Górnej: tam pierwszy dzień uroczystych obchodów 110-lecia Kolei Izerskiej (skręca mnie, gdy tą nazwą określać muszę linię kolejową oznaczoną numerem 311). Wprawdzie najważniejsze wydarzenia odbędą się w sobotę i niedzielę, ja niestety muszę ograniczyć się do krótkiej fotorelacji z piątku (6.VII.2012). 

Nie tylko święto szlaku 311, ale także Święto Kolei Dolnośląskiej
Dworzec kolejowy Szklarska Poręba Górna i plac, na którym odbywać się będzie festyn
Piękna wystawa warszawskiego Muzeum Kolejnictwa w budynku dworca
Od strony peronów
Widok w kierunku jazdy do Jakuszyc i Harrachova
[aktualizacja: warto przeczytać także: 110 lat Kolei Izerskiej]


No, a później powlokłem się pieszo z powrotem do Hauptmannów. Niełatwy to spacer z ciągle dającą o sobie znać dolegliwością nerwu kulszowego, w każdym razie po przyjściu do muzeum miałem troszkę dość.

Ale warto było!
Na wernisażu zjawili się artyści, miejscy rajcowie z burmistrzem Grzegorzem Sokolińskim; zabraknąć nie mogło kuratora festiwalu E-Glass 2012 i sztukmistrza szklanego, dra Mariusza Łabińskiego; słowem wstępnym uraczyła nas także małżonka prezydenta miasta Jelenia Góra, pełniąca funkcję dyrektora Muzeum Karkonoskiego.
No i te cuda szklane... Okrutnie trudno je fotografować, szczególnie amatorowi takiemu, jak ja. Starałem się z całych sił, proszę mi wierzyć. Jednak prawdziwą urodę tych szkieł trzeba poznać "na żywo", więc namawiam do wizyty w Domu Carla i Gerharta Hauptmannów.
Przed wernisażem: ostatnie intensywne przygotowania (Bożena Danielska i Przemysław Wiater)
Część oficjalna: otwarcie wernisażu
Przed Muzeum - Domem Carla i Gerharta Hauptmannów: artyści czescy i polscy









Poczęstunek dla Gości wernisażu

04.07.2012

Dzwon z Kowar w Emsdetten (Ahlintel) - ciąg dalszy

W styczniu to było, niemal pół roku temu, gdy z panem burmistrzem Kowar, Mirkiem Góreckim, pojechaliśmy do Emsdetten, by obejrzeć dzwon w kościele św. Konrada w dzielnicy Ahlintel (pisałem o tym tu: Dzwon z Kowar w Emsdetten - historia przemieszczania).
Po powrocie, wobec wielu pytań, na które brakowało jakiejkolwiek rozsądnej odpowiedzi, wystosowałem pismo do archiwum Biskupstwa w Monastyrze (Münster), ale zapadła cisza. Ponieważ ani Burmistrz, ani ja nie liczyliśmy na wiele, o sprawie odrobinę zapomnieliśmy.
Jakieś 2 tygodnie temu zadzwonił Mirek, prosząc, bym podał mu adres do Biskupstwa Monastyrskiego, bo spotkać się miał z naszym biskupem legnickim i chciał poprosić go o pomoc. Postanowiłem więc ponowić pismo do biskupstwa w Münster... i oto dzisiaj niespodziewanie nadeszła odpowiedź. Pozwolę sobie przytoczyć jej fragment (pomijając formułki grzecznościowe i marginalia): 
W księdze księży Biskupstwa Münster z 1974 r. na temat wspomnianego przez Pana księdza znajdujemy:
Haunschild, Wilhelm, ksiądz archidiecezji wrocławskiej (Erzdiözese Breslau),
- ur. 1 lutego 1891 w Leobschütz (Głubczyce)
- święcenia kapłańskie 10. czerwca 1917 r.
- 1917: posługa w kaplicy zamkowej w Hermsdorf k./ Glogau (Jerzmanowa k. Głogowa)
- 1918: kapłan w Reichenbach i Eule (Dzierżoniów w G. Sowich - tu błąd w kartotece, albowiem nie powinno być "und Eule", lecz "unter der Eule" - pod Wielką Sową)
- 1921: kapłan w Nysie, kośc. św. Jakuba
- 1925: prefekt w arcybiskupim konwencie gimnazjalnym  w Nysie i nauczyciel religii w tamtejszym gimnazjum
- 1930: proboszcz w Schmiedeberg im Riesengebirge (Kowary)
- 1946: nauczyciel religii w szkole realnej i zawodowej w Gronau i duszpasterz w tamtejszym szpitalu
- 1949: duszpasterz w Ahlintel
- 1968: duszpasterz w stanie spoczynku w Ahlintel.
Wilhelm Haunschild zmarł 19 maja 1982 r.
Do maila załączona była fiszka osobowa z archiwum, która poniżej.
O historii kowarskiego dzwonu autor maila nic nie potrafił powiedzieć, ale podał mi namiary na panią doktor Fleck, która być może wiedzieć będzie więcej. No, to będziemy pisać...

02.07.2012

Pożegnanie z Koko...

Dzisiaj przed południem  ruszamy do Wrocławia. Koko spędziła swoją ostatnią noc w Jeleniej Górze, wprawdzie nie w swoim pudełku (śpi z nami w łóżku), ale już rankiem, gdy zasiadłem przy monitorze, wdrapała się po mojej nodze na krzesło, hycnęła na stół, zjadła pierwsze przedśniadanie i wlazła do pudełka. Po chwili spała snem sprawiedliwej...


Była z nami przez tydzień z okładem. Od początku wiedzieliśmy, że musimy ją oddać, koniecznie do Domu Dobrego (Dom zły w rachubę nie wchodził). I pomimo tej świadomości i takiej decyzji, rozstanie wcale nie przychodzi nam łatwo. Jednak rozum musi przeważyć nad uczuciem, a nowy adres zamieszkania pięknej Koko nie mógłby być lepszy...

To już najpewniej ostatni kokowy wpis na blogu (być może spłynie w przyszłości jeszcze jakieś zdjęcie z Nowego Domu panny Koko, to zamieszczę). 

Niech Ci się, mała Koko, powodzi (to słowo ma we Wrocławiu dość złowieszcze drugie dno), niech Ci się muzealni, niech Ci ludzie będą przyjaciółmi. I nie daj się zrobić eksponatem - nawet za cenę Whiskasa...!

01.07.2012

Koko-Story with happy end

Koko przemieszkała u nas 8 dni. Ukradła nam po kawałku serca (Frodzie chyba również). Pozostawiła ślady trwałe i takie, które się zagoją: choćby zadrapania na rekach i nogach. Ożywiła nasz dom, wniosła doń kocia energię i sporą porcję kociego humoru. A w poniedziałek nadejdzie czas rozstania: Koko znad Strumienia Jelnia wyjeżdża do Wrocławia, do Pałacu Królewskiego. Tam będzie jej nowy dom, na stałe. Czyż nie jest to awans społeczny równy opisywanemu w bajce o Kopciuszku?!

Napisał ktoś na Fejsbuku, że nie jesteśmy w stanie uratować życia wszystkim bezdomnym (porzuconym) zwierzętom. To prawda. Ale prawdą jest, że dla każdego uratowanego, przygarniętego zwierzaka zaczyna się nowe życie. Taka... druga szansa. I mam wrażenie, że te zwierzaki to czują. I odwdzięczają się swoim ratownikom miłością, oddaniem, zabawą, radością... OK, być może opisuję coś, co chciałbym widzieć. A jednak...


Koko w pudełku sypialnianym





Koko - nieustraszona prowokatorka, w misce Frody.
Tu się śpi najlepiej
Modelka...
Przyjaciółki
Koko na Picasa

Flagi

free counters