29.08.2011

Europejskie Dni Dziedzictwa 2011

Zbliża się wrzesień... nie, nie straszę uczniów, rok szkolny i tak się zacznie. Nie wspominam też rocznicy wybuchu II wojny światowej.
Chcę przypomnieć o imprezie ogólnoeuropejskiej, dorocznej, a w 2011 r. (10-11. i 17-18. września) szczególnej dla Polski. Oto czytamy na stronie EUROPEJSKICH DNI DZIEDZICTWA (EDD): 
Tegoroczna edycja EDD jest dla Polski szczególna. Decyzją Rady Europy i Komisji Europejskiej, Polska będzie gospodarzem 4. Europejskiego Forum Dziedzictwa oraz towarzyszącemu mu spotkania koordynatorów narodowych EDD. Wydarzenia te odbywać się będą w październiku we Wrocławiu i stanowią część planowanych oficjalnych wydarzeń towarzyszących polskiej Prezydencji w Radzie UE.
Nasze bogate dziedzictwo zasługuje na silne wyeksponowane na arenie międzynarodowej, dlatego tegoroczny temat ma zwrócić uwagę na wkład Rzeczpospolitej w rozwój Europy na przestrzeni dziejów. "Kamienie milowe" takie jak Zjazd Gnieźnieński, Konfederacja Warszawska, Odsiecz Wiedeńska, czy Konstytucja 3 maja, są naszymi cegiełkami w budowę wspólnej Europy. W wydaniu lokalnym natomiast liczymy na pomysłowość organizatorów. Chodzi nam bowiem o stworzenie jak najszerszej i jak najbardziej zróżnicowanej definicji kamienia milowego, którymi mogą być np. nadanie praw miejskich, lokacja miejscowości, zmiany administracyjne itp. Zachęcamy, wszystkich aby sięgali w odleglejszą historię swoich regionów, miejscowości, odkrywali rzeczywistość przynajmniej sprzed stuleci. Pragniemy podkreślić, że otaczające nas dziedzictwo jest łącznikiem z naprawdę odległą przeszłością, a poprzez zachowaną autentyczną substancję, nadal bliską.
Na plakacie (dostępnym na stronach EDD) znajdujemy imprezy, które odbędą się w regionie jeleniogórskim (jadę po alfabecie):
Bolków - Zamek, 17. i 18. września  XVI-wieczny Piknik Historyczny
Jagniątków, Dom G. Hauptmanna; 13. września  film o ucieczkach z NRD w 1989 r. 
Jelenia Góra-Cieplice, Muzeum Przyrodnicze; 17. września  zwiedzanie (remontowanego) zespołu pocysterskiego (WARTO!!!
Karpacz, Muzeum Sportu i Turystyki w Karpaczu; 18. wrześniaDolny Śląsk jako kraina azylu. Exodus tyrolskich protestantów – prelekcja
Pałac Łomnica; 10-11. września Odkryj bieg historii w zwierciadle Pałacu Łomnica.
Powrót do przyszłości – kiermasz wiejskiego rękodzieła połączony z pokazem produktów dolnośląskich; 17-18.września  Święto lnu - śląskie złoto XXI w.
Mysłakowice, Gminny Ośrodek Kultury; 17. września  Kościół p. w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Mysłakowicach kolebką wiary i religii wielu pokoleń - otwarcie wystawy
Siedlęcin, Wieża Książęca; 11. września  Freski siedlęcińskie z Lancelotem jako kamień milowy średniowiecznej kultury i sztuki rycersko-dworskiej w Europie - wykład
Pałac Staniszów i kościół pw. Przemienienia Pańskiego; 11. września – Kamienie medytacyjne wokół sanatorium w Wojkowie (Bukowcu) - wykład, koncert na skrzypce i wiolonczelę - utwory M. Ravela, A. Honeggera; 17. września  Niezwykły Staniszów - historia najpiękniejszej wioski w Karkonoszach – wykład Arkadiusza Motylskiego, Pieśni F. Schuberta – koncert.

A ponadto: pod auspicjami Fundacji Dolina Pałaców i Ogrodów w pałacach Kotliny Jeleniogórskiej (oraz w Brunowie) odbywać się będą zwiedzania obiektów: 
Pałac w Bukowcu, herbaciarnia – park krajobrazowy: 10-11. września, godz. 11.00, 13.00: zwiedzane pałacu z przewodnikiem;
Pałac w Brunowie: 10-11. września oraz 17-18. września, godzina 11.00 i 14.00 -  zwiedzane pałacu z przewodnikiem 
Pałac Paulinum: 10-11. września oraz 17-18. września, godzina 11.00 i 14.00: zwiedzanie pałacu z przewodnikiem 
Karpniki,  Pałac Dębowy: 18. września, godzina 11.00, 14.00, 15.00: zwiedzanie pałacu  z przewodnikiem; godz. 16.00: recital fortepianowy 
Pałac Wojanów: 10-11. września i 17-18. września, godz. 11.00, 14.00: zwiedzanie pałacu z przewodnikiem 

27.08.2011

W Kotlinie Krzeszowskiej, cz. II - Chełmsko Śląskie

(ciąg dalszy)
Kościół p. w. ŚwiętejRodziny poświęcony był pierwotnie świętemu Józefowi, a pierwsze o nim notatki pochodzą z połowy XIV w. Dzisiejszy wygląd zawdzięcza – jakże by inaczej – cystersom, jego wzniesienie nakazał opat krzeszowski. Budynek w stanie surowym wznoszono przez lat dziesięć (10.VIII.1670 r. położono kamień węgielny, w 1680 r. kościół został przykryty dachem). Przez kolejnych dwadzieścia lat trwały prace wykończeniowe (sztukaterie, malowidła, etc.), wniesiona została wieża, do której budowy wykorzystane materiały z rozebranej starej świątyni. Nazwisko mistrza budowlanego nie jest znane; jednak na podstawie porównań z innymi jego dziełami można przyjąć, że architektem (a więc i budowniczym) był Martin Allio, który – co wiadomo – był autorem przebudowy kościoła klasztornego w niedalekich Brumovicach. Chełmski kościół katolicki to wczesnobarokowa, trzynawowa konstrukcja o nawie centralnej i prezbiterium tej samej wysokości, przykrytych jednorodnym sklepieniem. Poza ołtarzem głównym, pochodzącym najpewniej z kościoła przyklasztornego w Krzeszowie, mój zachwyt wzbudziła ambona, wykonana w 1686 r. przez Gregora Schröttera, syna krzeszowskiego stolarza, który kształcił się w Pradze na koszt cystersów. Nie jestem zwolennikiem opisywania tego, co w pełni docenić można wyłącznie wówczas, gdy zobaczy się to na własne oczy (a więc: zajeżdżajcie do Chełmska Śląskiego!).
Dawna plebania, później szkoła

Nowa plebania pocysterska z cmentarzem przykościelnym 


Spoczywa tu Aptekarz...
Przed świątynią zachowane pomniki i nagrobki niemieckie (z jakże typowymi dla nich inskrypcjami, w których na poczesnym miejscu występuje profesja zmarłego). Przed murem cmentarnym – dom parafialny, renesansowy (1575 r., przebudowany w połowie XVII w.), z częściowo zachowanymi na zachodniej fasadzie geometrycznym wzorem. Malowidła natynkowe zostały pieczołowicie zrekonstruowane w 1943 (!) roku, dzisiaj nikną w oczach: polski wymiar konserwacji zabytków prowincjonalnych. W późniejszych czasach w budynku mieściła się szkoła kościelna, a w 1748 r. cystersi wybudowali nową, barokową plebanię (wejście – jak to w cysterskim zwyczaju – od północnej strony). 
Kościół ewangelicki, dzisiaj hurtownia

"Brat adamaszkowy" - jedyny ocalały
Oprócz wymienionych już Dwunastu (czy jedenastu) Apostołów w Chełmsku Śl. istniało jeszcze jedno, podobne osiedle rzemieślnicze, zwane domami Siedmiu Braci. Tym razem w 1763 r. krzeszowski opat wybudował domy, w których osiedlili się bawarscy wytwórcy adamaszku. Osiedle niestety spłonęło, pozostał więc jeden samotny Braciszek przy ulicy Kamiennogórskiej 21.
Zresztą pożary były straszliwą plagą, dotykającą Schömberg z zadziwiającą regularnością: 4 lipca 1567 r. w pierwszym wielkim pożarze spaliła sie cała południowa pierzeja Rynku. 9 września 1829 r. ogień zniszczył zachodnią ścianę Rynku, wraz z ratuszem, oraz 12 domów przy dzisiejszej ul. Lubawskiej. Ostatni wielki pożar z 20 grudnia 1848 r. spustoszył 20 kamienic południowej i wschodniej pierzei Rynku. Za każdym razem na pogorzeliskach odradzały sie domy, a odbudowując miasto zawsze zachowywano pierwotny, średniowieczny układ ulic.
Narożna "kamienica" w Rynku, własność prywatna. Kupiono za 7.000 zł. Nie zrobiono NIC!
Mam wątpliwości, czy Chełmsko Śląskie przeżyje czasy Trzeciej, czy Czwartej (jedna ryba, miasteczkiem zdaje się NIKT się nie interesuje) Rzeczpospolitej Polskiej. Na razie działania władz odpowiedzialnych (w zasadzie BRAK jakichkolwiek działań) wyglądają na celowy sabotaż wymierzony w miejscowość i w jej mieszkańców. Tym razem pożar nie będzie potrzebny...

Najnowsza propozycja sołtysa: sprzedajemy kompleks domów apostolskich za okrągły milion złotych w całości jednemu inwestorowi; albo za 100.000 za sztukę obecnym ich mieszkańcom. Dodam tu, że opłata czynszowa wynosi obecnie 100 zł miesięcznie (przy czym 2 domy nie płacą nic, bo mieszczą się w nich instytucje użytku publicznego, jedna z chałup zdaje się stoi pusta). Czy więc 1000 złotych, które miasteczko uzyskuje miesięcznie z opłat czynszowych to suma, która może pokryć jakiekolwiek koszty, związane z utrzymaniem zabytkowego kompleksu? Proszę mnie nie zrozumieć źle: nie chodzi mi o bezmyślną podwyżkę czynszów: mieszkańcy nie mogliby ich opłacić (tak na marginesie: z rozmowy z jednym z mieszkańców „Domu Apostolskiego” dowiedziałem sie, że zdecydowana większość mieszkańców Chełmska Śl. pracuje w Czechach – od Mlada Boleslav po Liberec, niektórzy dojeżdżają do pracy w Kamiennej Górze i Wałbrzychu, a niemało jest tych, którzy pracują za zachodnią granicą Polski). Zadanie władz lokalnych widzę w uporządkowaniu Chełmska Śląskiego, zainwestowaniu kilku milionów w odnowienie Rynku, uwydatnienie tego, co z miasteczka czyni perełkę turystyczną. Proszę mi wierzyć – będzie to inwestycja o wiele tańsza, niż na przykład rewaloryzacja parku zdrojowego w Cieplicach w połączeniu z odbudową tamtejszego kompleksu pocysterskiego i nieszczęsnym kleceniem tego.., no...: a-Kała-Parku. I mam wrażenie, że byłaby to inwestycja bardzo ciepło przyjęta przez mieszkańców, a i doceniona przez turystów.

Dość o Chełmsku Śląskim w tej rundzie wpisów. Wiem, że wrócę tam jeszcze niejednokrotnie, by poszwendać się po najbliższych okolicach, a do nich należą choćby Adršpašské skály, do których z miasteczka jest jakieś siedem kilometrów (może osiem): a więc piesza wycieczka jednodniowa (bo wrócić też trzeba...). Przenocować można choćby w hotelu Zadrna, lub – taniej – w gospodarstwach agro, choćby „Nad Wodospadem”.
No, to co? Do zobaczenia w Chełmsku Śląskim lub w jego okolicach?
Agroturystyka "Nad Wodospadem", 1,5 kilometra od Rynku w Chełmsku Śl.
Uwaga: część pierwsza wpisu poniżej na blogu

Garść internetowych adresów:
Serwis Chełmsko Śląskie
Wiejska Chata u Apostoła
Gmina Lubawka - strona oficjalna
Blog CHEŁMSKO ŚLĄSKIE 


Schematyczny plan  miejscowości

W Kotlinie Krzeszowskiej, cz. I - Chełmsko Śląskie

Chełmsko Śląskie, dawny Schömberg: niegdyś miasto, dzisiaj wieś, za to z zabudową o typowym, miejskim charakterze: z domami bogatych patrycjuszy, z dwoma kościołami (katolickim – o którym więcej poniżej – i ewangelickim, w którym dzisiaj mieści się magazyn/hurtowania materiałów chemicznych), licznymi w przeszłości ważnymi urzędami i fabrykami. W 1905 r. akta miejskie wymieniają: sąd miejski, tkalnię lnu, zakład apretury (czyli impregnowania) płótna lnianego, fabrykę rolet okiennych i żaluzji, własną elektrownię, tartak parowy i – to ważne – wytwórnię słynnych kiełbas. 
Miała miejscowość linię kolejową (Ziederthalbahn, czyli „Kolej Doliny Zadrnej” i dworzec. Wszystko to już niestety historia...
Północna pierzeja Rynku w Chełmsku Śląskim

Widok na Rynek spod podcieni
Miasteczko – będę używał tego terminu, choć formalnie prawa miejskie Chełmsko Śląskie utraciło w 1945 roku (zresztą nie po raz pierwszy w swojej długiej historii) – położone jest na wysokości ok. 530 m nad poziomem morza w Kotlinie Krzeszowskiej, malowniczo wciśnięte między niewysokie Góry Krucze (w tej okolicy sięgające 716 m) od zachodu, a Zawory (cz.: Závora, najwyższy szczyt 715 m) od wschodu. Przez Chełmsko przepływa rzeczka Zadrna (niem: Zieder), wpadająca do Bobru w Kamiennej Górze. Historia Schömbergu sięga XIII wieku: w dokumentach czytamy, że 23 sierpnia 1289 r. książę świdnicki Bolko zawarł z królem czeskim Wacławem II układ, na mocy którego osada Schömberg z całą okolicą włączona została do Księstwa Świdnicko-Jaworskiego. Już niecałe 100 lat później miasto powróciło do korony czeskiej na skutek „układów małżeńskich”. W latach 1526 – 1763 dostało się (z całym królestwem czeskim) pod panowanie Habsburgów, by po wojnach śląskich trafić pod skrzydła Hohenzollernów, a później znaleźć się w Niemczech. W 1945 r. przypadło Polsce.
Założenie Chełmska Śląskiego przypisuje się czeskiemu magnatowi Idziemu z Upy, który w 1275 r. nadał osadzie nazwę „Mons Bellus” (piękna góra, a więc: Schöner Berg, skąd Schönenberg [1275 r.], a później Schömberg). W owych czasach znajdował sie tu zamek obronny z niewielką osadą, zniszczony w 1426 r. przez husytów. Nad wejściem w dawnym budynku poczty widniała data „1214”, odnosząca sie być może do roku wzniesienia zamku obronnego. Początkowo miejscowość rozwijała się głównie dzięki rolnictwu i handlowi: tu znajdował się dom celny na granicy śląsko-czeskiej. Historia związała losy miasteczka z cystersami (z niedalekiego Krzeszowa): w dokumencie z 20 października 1346 r. czytamy: „Bolko II, książę Śląska i Świdnicy, potwierdza, że w jego przytomności, oraz przy obecności opata klasztoru krzeszowskiego Mikołaja i rycerza Konrada z Tschirne w powiecie jaworskim (ród Czirne..., nieźle mieszał na „moim” Dolnym Śląsku) i panów Jeriko de Ysinberg oraz jego kuzyna Prescha de Gutinsteyen podpisano umowę sprzedaży wymienionemu wyżej opatowi oraz rycerzowi Konradowi miasta Schömberg za sumę 280 guldenów”. Od 1360 r. już całe miasto stało się własnością cystersów krzeszowskich – i tak aż do roku 1810, do sekularyzacji w Prusiech przeprowadzonej.
Kościół pocysterski p. w. Świętej Rodziny


Przecudna ambona barkowa
Dokładnej daty nadania praw miejskich Schömbergowi nie znam, wyczytałem jednak, że w 1580 r. cesarz Rudolf II potwierdził istniejące prawa miejskie, a nawet je rozszerzył: Chełmsko Śl. mogło organizować dwa jarmarki w roku na dzień św. Urszuli 21 października i w niedzielę poprzedzającą dzień św. Małgorzaty 13 lipca. Na jarmarkach handlowano głównie przędzą i płótnem lnianym oraz suknem. Miasto posiadało swoją radę, składającą się z dziewięciu osób: sześciu rajców i dwóch radców wyższych oraz burmistrza; kadencja trwała trzy lata. Panowała kościelna wersja demokracji: wszystkich członków rady miejskiej mianował opat krzeszowski, jako właściciel miasta Schömberg. W 1580 r. Rudolf II nadał miastu herb: u dołu zarysowane trzy wzniesienia, po których powyżej skacze ku lewej dziwny twór z gęstą kitą, lwimi łapami i głową wiewiórki. Cesarska fantazja widać była nieograniczona.
Herb w prezencie od Rudolfa
Wojna Trzydziestoletnia to smutny rozdział w historii Chełmska Śląskiego i tragiczny dla całego Śląska. Po brutalnej rekatolizacji doszło do buntu: 29 grudnia 1620 r. na granicy miasta zamordowany został opat krzeszowski, Martin Klave. Czyn ten nie mógł pozostać bezkarny: miastu odebrano prawa miejskie, mnisi spalili dom burmistrza, a zamordowanemu opatowi wystawili pomnik. Jednak już w 1629 r. prawa miejskie zostały Schömbergowi przywrócone. Miasto podźwignęło się z ruin spowodowanych wojną, pożarami i żywiołami przyrody. Dzięki działalności krzeszowskich mnichów żywo rozwinęło się zakorzenione tu już od dawna tkactwo. Już pod koniec XV w. uprawiano tu len: początkowo na własne potrzeby i na sprzedaż. Położone pośród dobrze nasłonecznionych pagórków miasteczko miało dość terenów nadających się na bielarnie płótna lnianego, Zadrna toczyła wystarczające ilości wody, niezbędnej do jego produkcji, w okolicy powstały wytwórnie potażu, używanego do bielenia lnu.

W XVII i XVIII w. Schömberg wybił się na ważny ośrodek produkcji i handlu płótnem lnianym. Przez dziesięciolecia uprawa lnu i tkactwo stanowiły główne, a w zasadzie JEDYNE źródło dochodów dla większości mieszkańców. Produkcja musiała być doprawdy bardzo znacząca, skoro na przełomie wieku XVI i XVII nadano Chełmsku Śl. prawo do kolejnego jarmarku w każdą środę, a od 1689 r. – także w dni świąteczne.
Dwunastu (właściwie: jedenastu) Apostołów

W podcieniach "apostolskich"
Rzut okiem do wnętrza...
By zintensyfikować produkcję lnu i płócien opat krzeszowski nakazał wzniesienie 12 identycznych drewnianych chat, które sprzedano czeskim tkaczom. Kompleks domów nazwano – jakże trafnie – 12 Apostołów, choć z dwunastu szybko zrobiło się jedenaście: stojący w niewielkim oddaleniu „Judasz” padł ofiara pożaru. Domy umiejscowiono przemyślnie: bezpośrednio nad wodonośną Zadrną, vis-a-vis zbocza idealnie nadającego się do suszenia tkanin i w bliskości lasu, z którego pozyskiwano drzewo do produkcji potażu. Od strony szosy (prowadzącej do Łącznej – Raspenau) domy posiadają malownicze podcienia, które pozwalały prowadzić handel na jarmarkach nawet w najbardziej deszczowe dni. Każde z podcieni wsparte jest na trzech słupach. Domy mają wymiary 7,5 x 15 metrów, wąska strona skierowana jest ku ulicy i ku Zadrnej. Niemal we wszystkich zastosowano identyczny rozkład: z podcieni wchodzimy krótkim korytarzykiem do dużego pomieszczenia, stamtąd można dostać się do kuchni, z niej – do pomieszczenia magazynowego. Ów pokój na dole ma powierzchnię ok. 36 m2, z niego wychodzi się do znajdującego się z tyłu ogródka. To właśnie na parterze, w owym zajmującym niemal całą dolną powierzchnię domu pomieszczeniu, stały warsztaty tkackie (z reguły dwa) i wszelkie urządzenia niezbędne do produkcji przędzy lnianej i płócien. Całe górne piętro zajmował ogromny strych, na który wchodziło się po drabinie. Tam magazynowano surowce i składowano gotowe wyroby, Domy są częściowo podpiwniczone. Dzisiaj straciły swój pierwotnych charakter, chociaż – oczywiście – w dalszym ciągu robią niezwykłe wrażenie niezmienioną linią, wyglądem zewnętrznym i oryginalnością.
(będzie kontynuacja, ostrzegam lojalnie!)

18.08.2011

Jelenia Góra fotograficznie

Nazbierało mi się trochę zdjęć, które robiłem przy okazji swoich peregrynacji z psem (i bez psa) po Jeleniej Górze. No, to wrzucę tutaj kilka z nich, niech świecą...

Ulica Kozia
Międzynarodowe ono jest, z posterunkiem celnym!
Obwodnica południowa w budowie. W tle: Góry Kaczawskie.
Strupice (ulica Wiejska), nad zakolem Bobru
Przeurocza ulica... Urocza
Kamienice czynszowe przy ulicy Złotniczej. Remont w 2011 r.
Panorama z Karkonoszami (zdjęcie ze stoku południowego Góry Szybowcowej)
Don Quijote i Sancho: opodal ulicy Uroczej
Bóbr o zachodzie słońca

17.08.2011

Nie-tubylca spojrzenie na tubylcze miasteczka: jak nas widzą, tak nas piszą.

My, Tubylcy i Zasiedleńcy naszej części Dolnego Śląska, naszej Kotliny Jeleniogórskiej i ziem dookoła niej położonych, postrzegamy naszą Małą Ojczyznę oczyma nawykłymi: niewiele nas dziwi, jeszcze mniej zaskakuje, chociaż oczywiście dostrzegamy dziesiątki (setki? tysiące?) spraw drobnych i wielkich, zaniedbań niewielkich i ogromnych, których naprawienia byśmy oczekiwali, lub za których naprawę - nie bacząc na tzw. "czynniki" zabieramy się sami. Wielu z nas zdaje sobie doskonale sprawę z licznych ułomności, o które ocieramy się w każdym miasteczku, w każdej gminie. A jednak - tu wyrażam przypuszczenie i stosuję uogólnienie, wychodząc od własnych doświadczeń - dumni jesteśmy z wielu wspaniałości, pośród których przyszło nam żyć. Dostrzegamy zmiany na lepsze, wkurzamy się, gdy postępują zbyt wolno lub w kierunku, który niekoniecznie odpowiada naszym wyobrażeniom.
Coraz lepiej poznajemy wszelkie - zaprawdę niebywałe - atrakcje, jakie zgotowały nam pospołu Natura, Historia i Inwencja Ludzka. I przecież nie jest istotne, czy powstały w tej, czy innej epoce; w takiej, a nie innej konfiguracji politycznej; na skutek działań tego, czy innego narodu: nasz (z)DOLNY ŚLĄSK jest niewątpliwie kulturowym, architektonicznym i obyczajowym zwierciadłem historii (przynajmniej) CZWORGA narodów: Czechów, Austriaków, Prusaków i Niemców (tu dla uproszczenia stawiam znak równości) i nas, Polaków.
A wszystkim żyjącym tu na przestrzeni stuleci ludziom niezmiennie przyglądała się Śnieżka, wszystkich wabiły tajemnicze Karkonosze, dzikiej Góry Izerskie i strzegące Kotliny od południowego wschodu Rudawy Janowickie (ich niemiecka nazwa: Landeshuter Kamm, pochodząca od dawnej nazwy miasta Kamienna Góra, da się przetłumaczyć jako "Grzbiet Strzegący Krainę".
Tym ciekawiej się zrobiło, gdy przeczytałem zamieszczony poniżej tekst Artura, faceta, którego nauczyłem się na podstawie jego wspaniałych wpisów na Buzz'zie, a teraz na G+ cenić i szanować, i z którego opiniami się liczę. Bo oto opisał Artur w krótkich słowach inną percepcję tego, co my widujemy na co dzień, do czego - być może - przywykliśmy. Nie w pełni zgadzam się z Jego "wnioskami", które z krótkiego "oglądu" Mirska, Gryfowa Śląskiego i Lwówka Śląskiego wysnuł, jednak warto poczytać, co "dostrzegają" nie-tubylcy. Jego zdjęcia na G+ wydają się obiektywne, chociaż oczywiście - jak przypuszczam - zostały dobrane pod niektóre tezy zamieszczonej tam notatki.


Może podyskutujemy na ten temat w gronie "Tubylców"?
Wracając z Świeradowa Zdroju obraliśmy drogę przez Mirsk, Gryfów, Lwówek Śląski i Złotoryję do autostrady A4. W Mirsku i Lwówku zatrzymaliśmy się na chwilę. Dla mnie i mojej żony to tereny trochę egzotyczne. I przyznam, że to co tam zobaczyłem poruszyło mnie.
Cała ta zamieć II Wojny Światowej, z frontem który przetoczył się przez tamte okolice, z późniejszymi przesiedleniami: Niemców na do Niemiec, Polaków z kresów wschodnich na ich miejsce, w obcy opuszczony świat w którym na nowo trzeba było organizować sobie życie, jest aż nadto dobrze widoczna. Nie był to chirurg kto zszywał poranione miasta, raczej felczer i nie było to prawdziwe szycie a raczej fastryga. Szczególnie dobrze widać to w Lwówku, w którym aż bije w oczy zmieszanie pozostałości dawnej świetności, średniowiecznych murów i fragmentów historycznej zabudowy z brzydkimi budynkami dostawionymi po wojnie, z blokami mieszkalnymi. Niezwykły, ale i na swój sposób turpistycznie poetycki widok.

Ma się nieodparte wrażenie, że tak jak w naprędce połatano miasta tak naskórkowa i na chybcika odtworzona jest tkanka społeczna. Sporo pijaczków, zbijających się w grupki wyrostków. Tablice przy zabytkach starannie omijają stare nazwy miejscowości...

Nie wiem, czy napisano jakąś uczciwą monografię epopei (?) “Ziem Odzyskanych”. Byłaby chyba ciekawa.

Pozwolę sobie na małe wspomnienie. Końcem lat 80-tych w moim liceum odgrzebaliśmy stare tableu bodaj z 1947 roku. Utrzymany w realistycznym plakatowym stylu rysunek, przedstawiający, o ile pamiętam, robotnika lub żołnierza, fragment mapy ziem zachodnich w tle, jakiś slogan o Ziemiach Zachodnich, zdjęcia uczniów. Autorem tableau, narysowanego dla swojej klasy był absolwent mojego liceum, nieżyjący już artysta Zbigniew Beksiński. W tym momencie na moment dotknąłem tamtych czasów: propaganda, mit, ziemie utracone, ziemie odzyskane, nadzieja na nowe życie.

Potrzeba dobrego fotografa by oddać nastrój tych miasteczek. Ja nie potrafię. Ale wrzucam mimo wszystko zdjęcia by, być może, trochę przybliżyć atmosferę miejsc.
 [Tekst z: http://plus.google.com/107542963091048214466/posts/btMQj6pfoc8 ]


Powyższa notatka ukazała się także na Facebooku 

16.08.2011

Hans Ulrich von Schaffgotsch; Semperfrei von und zu Kynast und Greiffenstein, Freiherr von Trachenberg und auf Warmbrunn

  • Dzieciństwo i młodość
Hans Ulrich von Schaffgotsch został ochrzczony 5 września 1595 r. w kościele pałacowym w Gryfowie Śląskim (Greiffenberg). Pośród świadków znaleźli się pogromca Turków von Sissek, bohater spod Großwardein, baron Melchior von Redern na Frydlandzie w Czechach i jego dumna małżonka Katarzyna. W odległym o nieledwie dwanaście mil zamku Košumberk (Koschumberg) mieszkał wówczas jako dwunastoletni chłopiec Waldstein, który miał przyczynić się do wielkich nieszczęść Katarzyny i Ulricha. 1 sierpnia 1601 r. zmarł bezdzietnie baron Adam na Żmigrodzie i Prusicach. Hans Ulrich otrzymał w spadku po nim Żmigród i już jako chłopiec stał się najbogatszym właścicielem ziemskim na Śląsku. Po śmierci pierwszego małżonka matka Hansa Ulricha wyszła za hrabiego Johanna Georga von Hohenzollerna na Grodnie (Königsberg) w Schlesierthal [Dolina z nielicznymi zabudowaniami koło Zagórza Śląskiego, zatopiona przez Jezioro Bystrzyckie – przyp. tłum.], jednak w dalszym ciągu mieszkała w zamku Gryf i zmarła w 1611 r. W 1609 r. Ulrich wstąpił na uniwersytet w Tybindze, a następnie w Altdorf i Lipsku. Od marca 1611 r. do stycznia 1614 r. podróżował. Z Lipska udał się do Coburga, Norymbergii, Monachium, Innsbrucku, Trentu i Wenecji. W Padwie pozostał przez pół roku. Następnie pojechał do Rzymu, Neapolu, na Maltę i do Messyny, później do Genui i Mediolanu. W Nimes w dolinie Rodanu zachorował na ospę. Zwiedził jeszcze Barcelonę, Madryt, Saragossę, Tuluzę, Orlean, Paryż i Londyn. Z Calais udał się w podróż powrotną przez Holandię, Magdeburg i Lipsk. 23 maja 1614 r. odebrał hołd poddanych z miasteczek i wsi wokół Starej Kamienicy (Alt Kemnitz). W 1617 r. podczas Śląskiego Sejmu Stanowego (Fürstentag) we Wrocławiu złożył przysięgę wierności w imieniu swoich włości żmigrodzkich; cesarza zastąpił wówczas książę brzeski Johann Christian. Szczególną pieczą otoczył rozwój miasta Gryfów Śląski (Greiffenberg), w którym wspierał handel płótnem lnianym.
  • Wojna Trzydziestoletnia
Straszliwa wojna trzydziestoletnia okazała się tragiczna w skutkach także dla Hansa Ulricha. Śląscy ewangelicy na początku wojny byli niezdecydowani i niepewni. Nakłaniano ich do sojuszu z "królem zimowym" [Fryderyk V Wittelsbach – przyp. tłum.]. Schaffgotsch wziął udział w koronacji Fryderyka V Palatyńskiego w Pradze, pojawił się w lutym 1620 r. na tryumfalnym wjeździe nowego władcy do Wrocławia (Breslau) i złożył królowi hołd wierności. W połowie sierpnia 1620 r. Stany Rzeszy wysłały go do Bolesławca (Bunzlau) i Lwówka Śląskiego (Löwenberg), by położył kres buntowi chłopów. Był wówczas, ze względu na cechy swojego charakteru oraz bogactwo, niezwykle popularny.
18 października 1620 r. Hans Ulrich ożenił się z księżniczką Barbarą Agnieszką, siostrą książąt brzesko-legnickich, która w wianie wniosła mu 30.000 talarów. Młoda para zamieszkała w Starej Kamienicy.
Po bitwie pod Białą Górą (Bílá hora) Śląsk dostał się pod panowanie Ferdynanda II. Prezydent Kamery Skarbowej we Wrocławiu, Hannibal von Dohan zażądał w Wiedniu najwyższej kary dla Hansa Ulricha, jako przywódcy buntu; jednak dzięki księciu saskiemu doszło do zgody pomiędzy baronem a cesarzem, wobec którego złożył on przysięgę wierności w 1621 r. Cesarz nakazał mu w 1626 r. werbunek 500 arkebuzerów. Poza tym werbował on również dragonów. W 1627 r. wystawił nowy regiment. Po krótkiej batalii przeciwko z Danii i Weimarczykom pod dowództwem Wallensteina, powrócił do Starej Kamienicy. 4 grudnia 1627 r. Ulrich otrzymał tytuł „Hochwohlgeboren” (jaśnie oświeconego) i prawo używania tytułu „Semperfrei”. 
24 lipca 1631 r. w Starej Kamienicy zmarła żona Hansa Ulricha; pochowana została w Gryfowie Śląskim. Osierociła pięcioro dzieci – jedną córką i czterech synów, dzieci oddano na wychowanie jego przybranej siostrze, Annie Urszuli von Hohenzollern. Od 10 do 14 października 1631 r. starosta dóbr kowarskich, Tobias Prätorius, wraz ze starostą krajowym Sigismundusem von Seidlitzem, dokonali inwentaryzacji nieruchomości zmarłej. Dokument zawierał 57 stron in folio, na 20 stronach wyliczano biżuterię złotą i srebrną.
8 kwietnia 1632 r. Schaffgotsch otrzymał nominację na stopień Generalnego Wachmistrza. W 1633 r. Wallenstein wystąpił o nadanie mu stopnia generała kawalerii. Razem z Ilowem [Christian Freiherr von Ilow, marszałek polny, zwany „apostołem” Wallensteina – przyp. tłum.] Hans Ulrich zdobywa Złotoryję (Godberg), Chojnów (Haynau) i zamek Grodziec (Gröditzburg). U boku Wallensteina zwyciężył Szwedów pod Chobienią (Köben). Zwycięstwo to związało go silniej z Wallensteinem; z jego powodu skłócił się z krewnymi (książętami legnickimi i brzeskimi), z dawnymi współwyznawcami i towarzyszami broni, aż w końcu wciągnięty został w wir wydarzeń, które ostatecznie doprowadziły do jego upadku. Pod koniec roku 1633 jego sytuacja była niewesoła: był dowódcą oddziałów cesarskich na Śląsku, jednak zależnym od stacjonującego w Czechach Gallasa. Śląscy ewangelicy uskarżali się na ucisk ze strony wojsk Hansa Ulricha, który – choć sam był wyznania augsburskiego – stał się ich ciemiężycielem.
  • Aresztowanie, proces, tortury i śmierć
Na początku stycznia 1634 r. Schaffgotsch stawił się na rozkaz Wallensteina w Pilźnie (Pilsen), podpisał słynny rewers i spisał 19 punktów zawierających propozycje, co uczynić należy w sprawach Wrocławia, stosunków religijnych, kwaterowania wojsk, ściągania kontrybucji, księstw podległych i in. na Śląsku. Ów memoriał zawierał również propozycje na temat dochodów cesarza, najwyższych urzędów, prywatnych umów ziemskich pomiędzy Polską a Śląskiem. Były to sprawy, o których Wallenstein nie mógł decydować bez zezwolenia cesarza. Memoriał ów stanowił później dowód koronny winy Hansa Ulricha. Rewersu pilzneńskiego Schaffgotsch nie przedłożył do podpisu śląskim dowódcom. Nie chciał bowiem czynić niczego, co mogłoby zaszkodzić cesarzowi, a równocześnie nie chciał zrywać stosunków z Wallensteinem. W lutym wystosował pismo do Trčki, w którym w sposób przesadny deklarował swoje oddanie. Schaffgotsch nie miał pojęcia, że od dłuższego czasu był „na celowniku” Wiednia, śledzony przez Colloredo. Mieszkał spokojnie w Oławie (Ohlau). Tu też 24 lutego 1634 r., dzień przed zabójstwem Wallensteina, Colloredo nakazał aresztowanie Hansa Ulricha. Został przewieziony do Kłodzka (Glatz), gdzie przebywał przez 8 tygodni pod silną strażą, a następnie przewieziony do Wiednia. Już nigdy miał nie ujrzeć śląskiej ojczyzny i swoich dzieci. W Wiedniu Schaffgotsch został trzykrotnie przesłuchany w trwającym śledztwie. Prowadząca je komisja zażądała po tych przesłuchaniach zastosowania wobec niego tortur, gdyż Schaffgotsch milczał. Z Wiednia wraz z innymi aresztowanymi przeniesiony został do Pilzna, a następnie – gdy miastu zagrozili Szwedzi – do Budějovic (Budweis). Tu więźniowie mieli sporą swobodę, chodzili na spacery i brali udział w bankietach i tańcach.
18 lutego 1635 r. oskarżonych przewieziono do Ratyzbony. Sądowi wojennemu przewodniczył feldmarszałek-porucznik baron Johann von Götz, ponadto w jego skład weszli dwaj generałowie, czterej pułkownicy, siedmiu podpułkowników, trzech rotmistrzów, trzech kapitanów, pułkownik polowy – profos Niklas Staffier i generalni audytorzy Sestich i Graß. Oskarżonym zarzucono wspólny z Wallensteinem zamiar obalenia cesarza w jego księstwach dziedzicznych, wymordowania jego rodu i przejęcia władzy w krajach do niego należących. Akt oskarżenia przeciwko Schaffgotschowi zawierał 51 punktów. Z pomocą doktora Halbrittera w ciągu czterech dni sformułował on odpowiedź na oskarżenie, składającą się z 20 stron. Liczne punkty oskarżenia zawierały oczywistą nieprawdę. Ponad wszelką wątpliwość Schaffgotsch nigdy nie usiłował przeciągnąć stanów śląskich na stronę Wallensteina ani oddać części Śląska Polsce. Głównym punktem oskarżenia były zarzuty, które postawiono na podstawie listu do Trčki i memoriału o Śląsku. List do Trčki zawierać miał przyznanie się do wiedzy na temat planów zdrady stanu przez księcia i stanowić jasne samooskarżenie; co jednak było zamierzonym kłamstwem. Dwór przykładał najwyraźniej większą wagę do notatek Ulricha na temat Śląska niż do listu do Trčki. Pośród 19 punktów cztery w szczególności uważane były za dowód zdrady:
1) Jak należy zorganizować dochody cesarskie
 2) W jaki sposób sprawować urząd starosty kraju,
3) Kto winien zarządzać komorą skarbową,
4) W jaki sposób zmienić kompaktaty (ugody) z Polską.
Schaffgotsch nigdy nie uczynił najmniejszej próby, by owe pomysły Wallensteina wprowadzić w życie. Jego winą było to, że się im nie sprzeciwił, oraz że je własnoręcznie spisał. Na jego korzyść przemawiały pewne sprzeczności; z przedstawionych mu oskarżeń tylko nieliczne okazały się możliwe do udowodnienia. Jednak sąd wojskowy twardo przestrzegał litery prawa wojennego i upierał się przy zdaniu profosa polowego, jakoby Hans Ulrich dostrzegał niebezpieczeństwo i winien był i musiał dostrzec zamiary Wallensteina. Wyjaśnienia Schaffgotscha uznano za niewystarczające. Orzeczono, że ze względu na utrzymywane jeszcze po spotkaniu w Pilźnie kontakty z Wallensteinem, nie obejmuje go łaska cesarska i 31 marca 1635 r. skazano go na śmierć: Dla zachowania odpowiedniej dyscypliny wojskowej skazać go na zasłużoną karę i ustanowić odstraszający przykład poprzez odcięcie mu prawej dłoni jako wiarołomcy, a następnie jako wichrzycielowi, zdrajcy i obrazoburcy majestatu cesarskiego – wykonanie egzekucji mieczem w taki sposób, by głowa i tułów stały się oddzielnymi częściami.
Po ogłoszeniu wyroku nadeszło pismo od cesarza z rozkazem, by sąd wojenny wydobył z Schaffgotscha wszystkie informacje. Nie widziano innej możliwości, niż zastosowanie tortur. Ponieważ jednak słowo siłą nie było zawarte w liście cesarza, zażądano z Wiednia instrukcji. Audytor generalny i dwóch ławników udało się do Wiednia, przywożąc wyroki wydane na Schaffgotscha i czterech innych oskarżonych. Cesarz przekazał je Dworskiej Radzie Wojskowej do kontroli. Oświadczyła ona, że wyroki w swej formie są tak fatalnie sformułowane, że zaszkodzić mogą cesarskiemu autorytetowi. Prezydent Rady mówił wręcz o miałkości wyroku. Dopiero gdy przedłożono protokoły posiedzeń, Rada uznała wyrok za odpowiadający artykułom kodeksu i usprawiedliwiony. Wszystkich pięciu oskarżonych zostało skazanych na karę śmierci. Cesarz nakazał powołanie komisji prawnej do zbadania orzeczonych wyroków. Również ona zaproponowała zmianę stylu i formy, wydała też werdykt mówiący, że trzej oskarżeni winni zostać poddani torturom, a Schaffgotsch, jako główny podejrzany, ma zostać przesłuchany jako pierwszy. Cesarz zażądał jeszcze opinii pierwszej komisji śledczej, w której zasiadał wyrzucony w 1618 r. z okien praskiego pałacu Slavata. Komisja ta oddała decyzję o torturach w najłaskawsze ręce Jego Wysokości. Po zaakceptowaniu decyzji o torturach przez króla węgierskiego, ławnicy sądu wojskowego powrócili do Ratyzbony.
Schaffgotscha przewieziono z aresztu domowego na wsi do ratusza w Ratyzbonie, gdzie w podziemiach znajdowała się izba tortur. W nocy z 4 na 5 czerwca w godzinach od 10. do 1. był torturowany. Uda związano mu konopnym powrozem, podobnie ramiona i dłonie za plecami. Do nóg przytwierdzono kamienie o wadze 2 cetnarów. Ramiona umocowano żelaznym hakiem do grubej liny. Następnie za pomocą kołowrotu wciągnięto go ku górze, aż zawisł, obciążony kamieniami. Komisja przedstawiła mu 11 pytań. Przy każdym z nich podciągano go do góry raz lub kilkakrotnie. W sprawozdaniu czytamy: Na początku twierdził, że nic nie wie o tych sprawach i odpowiadał na wszystko „nie”, jednak wkrótce oświadczył, że przyzna się do wszystkiego. W sprawie śląskiego memoriału zeznał, że na rozkaz Wallensteina spisał i podpisał rewers w samotności, bez obecności innych osób. Twierdził jednak, że miał na myśli wyłącznie zakwaterowania wojsk. Gdy trzask pękających stawów i straszliwy ból zmuszały go do zeznań, przedstawiano mu kolejne pytanie, zadając dodatkowe cierpienia; jednak za każdym razem cofał swoją pierwsze zeznanie, osłabiając jego wymowę, mimo ogromnych mąk. W sumie mimo całego kunsztu kata nie wydobyto z niego niczego ważnego. Kat rozciął więzy i nastawił wykręcone stawy. Sługa wraz z kapralem odprowadzili go do komnaty. Tam zwrócił się do wiernego przyjaciela Konrada Wegerera słowami: Spójrz, jak te katowskie łotry urządziły mnie, biednego robaka za wierną służbę cesarzowi! Przez ponad 3 tygodnie nie mógł poruszać ramionami, tak więc karmiono go i pojono.
Sąd Wojenny na kolejnym posiedzeniu zadecydował, że nie będzie dalszych tortur, ponieważ nie doprowadziły one do niczego istotnego. Z protokołem z przebiegu tortur Hansa Ulricha i ze zmienionymi zgodnie z wytycznymi wyrokami, trzech członków sądu udało się ponownie do Wiednia po ostateczną decyzję. Prośba o ułaskawienie skierowana do króla Ferdynanda została odrzucona, podobnie jak wcześniejsze jego prośby. Dworska Rada Wojenna oceniła, że przyznanie się do zredagowania memoriału jest kompletnym dowodem winy Ulricha, i że to on, obok zamordowanego Wallensteina, był główną osobą „konspiracji”. Wobec pozostałych zalecono cesarzowi zastosowanie łaski i złagodzenie kary. Cesarz zatwierdził wyrok na Hansa Ulricha 5 lipca 1635 r.
W oczekiwaniu na egzekucję Schaffgotsch musiał stawić czoła dysputom z jezuitami; byłby to dla nich niewątpliwy tryumf, gdyby zmienił wyznanie, ażeby otrzymać ułaskawienie. Około 19 lipca dotarła do niego wiadomość o potwierdzeniu wyroku. Począł się więc żarliwie i bogobojnie przygotowywać na śmierć. Na piśmie pożegnał się z dziećmi i przyjaciółmi. W sobotę, 21 lipca, otrzymał dokument Sądu Wojennego potwierdzający wyrok. Egzekucję we własnej celi odrzucił; wolał umrzeć pod gołym niebem, przed całym światem, niż zostać zabitym w ciemnym kącie. Zapytano go, czy życzy sobie spowiednika, jezuitę. Poprosiło o ewangelickiego duchownego. Niedzielę spędził na rozporządzaniu niewielkim majątkiem, jaki mu jeszcze pozostał. Po nabożeństwie porannym wyspowiadał się i przyjął komunię świętą. Po południu pożegnał się ze swoimi sługami. Czas do godziny 10. wieczorem spędził z ewangelickim duchownym. Gdy w poniedziałek rano słudzy przybyli, by go obudzić – spał mocnym snem. Włożył zwyczajne ubranie, a przybyłych duchownych zapewnił o dobrym samopoczuciu. Około godziny 8. profos zaprowadził go do sali ratuszowej, w której zebrali się rajcy miasta Ratyzbona. Każdemu z nich uścisnął dłoń, dziękując za to, że zezwolili na jego pochówek w kościele Trójcy Świętej. Wsiadł do zaprzęgniętego w sześć białych koni zwykłego wozu. Obok kroczył wierny przyjaciel Konrad von Wegerer. Przed gospodą „Pod Złotym Krzyżem”, na łące, wóz się zatrzymał. Hans Ulrich został zaprowadzony przed oblicze Sądu Wojennego, zebranego w jednej z sal, gdzie odczytano wyrok i oświadczono mu, że cesarz odrzucił zastosowanie prawa łaski. Uderzył się prawicą w pierś i zakrzyknął, że nie jest buntownikiem, umiera niewinnie, jako wierny sługa cesarza. Tych jednak, którzy stali się przyczyną mojej śmierci, w szczególności ciebie, Götz, zawezwę w dniu zmartwychwstania przed Sąd Ostateczny. Poprowadzono go na szafot,  uderzono w bębny, wzniesiono w górę sztandary. Schaffgotsch szybko wszedł po schodkach, za nim Wegener i profos. Na górze ukląkł, pomodlił się, usadowił na podnóżku, mówiąc: Oto oddaję się ciałem i duszą mojemu ukochanemu Bogu. Wegerer odpiął mu kołnierzyk i związał białą chustką włosy, następnie odszedł. Pojawił się kat, zrzucił płaszcz skrywający miecz i stanął z tyłu: w jednej chwili egzekucja została szczęśliwie wykonana. Krew trysnęła wysoko, Wegerer ucałował głowę, zawiązał ją w czarną materię, odmówił nad ciałem „Ojcze nasz” i umieścił je w trumnie. 24 lipca o godzinie 11. wieczorem w ponad 100-osobowym orszaku, w świetle pochodni, przeniesiono trumnę na cmentarz kościelny, gdzie wśród śpiewów i z udziałem duchownych ją pochowano.
Grünhagen w drugim tomie „Historii Śląska” napisał: nie podlega żadnej wątpliwości, że Schaffgotsch wiedział o planach Wallensteina i był gotowy je wspierać. Jednak nawet jeżeli hrabia był naprawdę zamieszany w plany Wallensteina, powinniśmy wystrzegać się oceniania naszymi oczami wydarzeń tamtych czasów i przykładania naszej miary prawa i powinności do ówczesnych postaci.
Przez długie lata trwających wojen wiele rzeczy uległo rozluźnieniu, sam cesarz, który po raz drugi w niezwykłych okolicznościach powierzył dowództwo Wallensteinowi, stworzył sytuację wyjątkową. Oficerowie, którzy na kredyt otrzymany od Wallensteina, sami wyposażali swoje regimenty i łatwo mogli ulec pokusie stawiania rozkazów Wallensteina ponad rozkazy cesarza, a jeśli niektórzy z nich gotowi byli wziąć udział w realizacji planów związanych z narzuceniem cesarzowi innej polityki, niż proponowanej przez jego doradców, to w owych czasach wydawało się to o wiele mniej karygodne, niż gdybyśmy oceniali to podług dzisiejszych kryteriów.


W oparciu o: T. Eisenmänger "Kronika miasta Kowary"

14.08.2011

Judaica jeleniogórskie (I)

Niewiele zachowało się w naszym mieście pamiątek po Żydach, bo też nigdy gmina żydowska w Jeleniej Górze nie była zbyt liczna. Pierwsze wzmianki o osiadłych tu Żydach pochodzą wprawdzie już z połowy XIV wieku (za Kronikami Jeleniogórskimi), jednak dane te są raczej nieudokumentowane. Pewne jest, że w 1810 r. w mieście mieszkało niewiele ponad 30 Żydów, ale już pod koniec XIX wieku sztetl liczył niemal 500 osób. 
W czasie Wielkiego Kryzysu liczna grupa wyznawców judaizmu wyjechała z Jeleniej Góry "za chlebem", wielu z nich do Stanów Zjednoczonych. 
Noc Kryształowa - hitlerowski ogólnokrajowy pogrom Żydów w nocy z 9 na 10 listopada 1938 r. - przyniosła zniszczenie synagogi i uszkodzenie cmentarza. Do wybuchu II wojny światowej w Jeleniej Górze pozostało niewiele więcej, niż 60 Żydów.
Gmina żydowska posiadała w mieście dwa cmentarze: starszy, założony w 1820 r. na tyłach Wilhelmstrasse (Alei Wojska Polskiego), pomiędzy dzisiejszymi ulicami Nowowiejską, Studencką i Na Skałce (zamknięty z powodu zmiany przepisów, zabraniających grzebania zmarłych na terenie gęsto zabudowanym); oraz utworzony w 1879 lub 1880 r. większy kirkut przy obecnej ulicy Sudeckiej, na przeciwko tzw. "starego" cmentarza komunalnego. Kirkut działał jeszcze po wojnie, ostatnie pochówki odbyły się w połowie lat sześćdziesiątych. Wówczas teren cmentarza był jeszcze ogrodzony, stał na nim również dom pogrzebowy. Dzisiaj po ogrodzeniu zostały tylko ledwie widoczne ślady w postaci granitowych słupków, domu pogrzebowego nie ma, a część cmentarza zajął hotel Mercure (dawny hotel Orbis-Jelenia Góra). 
Cmentarz definitywnie zamknięto dla pochówków 18.XI.1974 r., część grobów została ekshumowana i przeniesiona na cmentarz komunalny. Nowy kirkut przetrwał więc czasy hitlerowskie, ale nie oparł się powojennemu wandalizmowi powojennych mieszkańców Jeleniej Góry. Władze miejskie nie uczyniły nic, by chronić kirkut przed bezmyślną dewastacją. 

Nagrobek powojenny Leona Goldgrabera, zmarłego - o ile mogę odczytać - 17.XII.1950 r.



Inskrypcja: "Gorzka śmierć nie kładzie kresu miłości"

10.08.2011

O Radomierzu słów kilka...

Radomierz, dawny Seiffersdorf, to przeciekawa wieś, położona tuż przy trasie z Jeleniej Góry do Wrocławia. W wydanej u schyłku XIX w. księdze „Liber Fundationis Episcopatus Vratislaviensis” znajdują się odniesienia dokumentalne dotyczące Radomierza, datowane na rok 1303, przy czym ówczesna nazwa wsi brzmi Syfridi Villa (wieś Zygfryda). W 1506 r. posiadłość nabył Anton Schaffgotsch, a majątek w Radomierzu przechodził z ojca na syna. Wojna trzydziestoletnia zubożyła i wyniszczyła wieś, przyczyniły się do tego wielokrotne przemarsze wojsk, plądrowanie, wyburzenia i pożogi. We wsi kwaterowały na przemian oddziały szwedzkie i francuskie, obie strony zgodnie nakładały na mieszkańców słone kontrybucje. Dzieła wyniszczenia wsi dokonała zaraza (epidemia dżumy).


Pokaż Radomierz na większej mapie
Wiek XVIII i XIX - z rozwijającym się tkactwem, a następnie przemyłem  papierniczym, wydobywczym i kamieniarskim - przyniósł odrodzenie wsi. Na rozległych, płaskich terenach rozciągających się wzdłuż Bobru, u stóp Gór Sokolich i Rudaw Janowickich rozkwitało rolnictwo i hodowla.
Po II wojnie światowej rolnictwo stanowiło główne źródło utrzymania nowych mieszkańców Radomierza. Na bazie zabudowań folwarcznych utworzono PGR, w 1988 r. funkcjonowało tu około 50 indywidualnych gospodarstw rolnych.
Dzisiaj wieś zyskuje - dzięki przepięknemu i korzystnemu położeniu - coraz większe znaczenie turystyczne. Powstały liczne gospodarstwa agroturystyczne o wysokim standardzie, Radomierz jest wspaniałym punktem wyjścia dla wycieczek w Góry Kaczawskie, Rudawy Janowickie oraz w nieodległe przecież Karkonosze.
We wsi znajduje się kilka wartych uwagi obiektów zabytkowych: 
1. Kościół ewangelicki p.w. Przemienienia Pańskiego, obecnie rzymskokatolicki parafialny p.w. MB Różańcowej (wpisany do rejestru zabytków 23.09.1969 r., nr rej.: A/914/1417)



2. Wieża dawnego kościoła katolickiego (4.08.1980 r., nr rej.: A/915/650/J), obecnie remontowana z przeznaczeniem na wieżę widokową (w ramach projektu "Szlakiem wież widokowych pogranicza polsko-czeskiego")

3. Zespół dworski (21.06.1979 r., nr rej.: A/917/533/J) z (ledwie widocznymi) pozostałościami parku dworskiego (15.06.1979 r., nr rej.: A/918/529/J).



Zachowane pierwotne detale i architektoniczne dworu i układ przestrzenny wskazują na XVI w., a więc okres własności rodu Schaffgotchów (być może fundatorem Bernard I Schoff, który zmarł w 1559 r.). Gruntowna przebudowa nastąpiła prawdopodobnie w pierwszej połowie XVII w. W 1648 r. majątek zakupił Valentin Redern, pan na Proboszczowie; a w 1701 r. posiadłość nabył Karl Christoph von Zedlitz, właściciel Wojanowa.
Pośród następnych właścicieli znajdujemy nazwiska: von Beuchel (za ich czasów rozpoczęto wznoszenie protestanckiego zboru); von Bruckel; von Schweinitz. Przez krótki czas posiadłość należała do jeleniogórskiego kupca Daniela von Buchsa, a od 1772 r. – do siostry jego żony, Friederiki Theodore von Buchs. Podczas odbudowy po pożarze w 1779 r. zmienił się częściowo wygląd elewacji. W latach 1801 i 1833 dwór ponownie częściowo spłonął, po kolejnych odbudowach uzyskał obecny wygląd.  W 1917 r. Eva von Tiele-Winckler założyła we dworze dom dziecka „Gotteshuld”. Na początku XX w. majątek kupił Bruno Kaffler, który prawdopodobnie był zleceniodawcą ostatniej przebudowy dworu – obniżenia górnej kondygnacji, nowych nadokienników. Ostatnim przedwojennym właścicielem dworu był Ewald Schoeller, do którego należały liczne fabryki papiernicze w Kotlinie Jeleniogórskiej.
I jeszcze widoczki z Radomierza i okolicy:
Wkrótce się rozpadnie: element przysłupowy budynku mieszkalno-gospodarczego
Widok na radomierskie dachy i wieże

08.08.2011

Tercja Pikardyjska

Nie udało mi się znaleźć czasu, by intensywnie uczestniczyć (jako widz) w wydarzeniu wielkim jeleniogórskim, w Festiwalu Teatrów Wędrownych. Ale koncertu ukraińskiej Піккардійської терції przegapić nie mogłem. I - jak zwykle w przypadku ich występu - nie rozczarowałem się...




I troszkę ich muzyki...:

Flagi

free counters