30.03.2011

O jeleniogórskim KFC raz jeszcze (i pewnie przedostatni)

Aktualizacja: O godzinie 10:30 w czwartek, gdy - nazwijmy to - wizytowałem Kurafura, w KFC drzwi się nie zamykały. Tylko nie wiem, czy klienci to, czy ciągle jeszcze pracownicy d/s wykończenia wnętrz.

Pawilonik gustowny stoi, w środku mebelki, a jakże! - i urządzonka przeróżne nowością pachnące; kostka ułożona (na moje oko praktyka budowlanego - szybko będzie ją trzeba poprawiać), miejsca pod trawniczki wysypane żyznym czarnoziemem próchnicowym - no bajeczka!

Podobno już jutro (31.03.2011) we frytkownicach zabulgoce gorący olej, na ruszta, a później do podgrzewaczy trafią czikeny w kostkach, pałkach, skrzydełkach i wszelkich formach artystycznych, jakie dopuszcza unifikacja gastronomiczna w KFC. Ciasno się zrobi przy Shellu, zresztą ciasno robi się w ogóle w najbliższym otoczeniu C.H. Echo i ZUS-u (który tak pięknie obfotografowała Bożenka Danielska, prezentując zdjęcia na fejsbuku).

Ja tam się już cieszę na pierwszy kubełek pikantnych skrzydełek, mimo, że to niezdrowe (rzekomo), nieetyczne (istotnie...) i wbrew filozofii Slow-Foodu (którą w naszych okolicach intensywnie propaguje Henryk Dumin, znany smakosz i kuchmistrz nie lada). Ale przecież jakież smakowite...

28.03.2011

I Hercules dupa, gdy fotoamatorów kupa.

Przed 5 dniami też przeleciały mi nad głową. Wówczas z gębą rozdziawioną ze zdziwienia - zamarłem, nie sięgając po aparat. Sięgnąłem natomiast - po powrocie do domu - do Facebooka i "Jelonki.com" i sprawa błyskawicznie się wyjaśniła. 
Dzisiaj pojawiły się znowu nad Jeżowem Sudeckim i Strupicami: dwa Herculesy C-130 o stalowo-szarych cielskach. Tym razem udało mi się je uchwycić w obiektywie.
I najpewniej nie tylko mi!

Skały Starościńskie na pograniczu zimy i lata

Niedzielny poranek przyniósł gęstą mgłę w Kotlinie Jeleniogórskiej i przepiękne, czyste niebo ledwie 100 metrów nad nią, choćby na Górze Szybowcowej. Wczesnym rankiem (bardzo wczesnym, bo po zimowo-letniej zmianie czasu) żwawo pomaszerowałem więc ku hangarowi na dawnym Galgenbergu. Po drodze robiłem zdjęcia w ilości paparazzowej, licząc, że chociaż jeden promil z nich odda chociaż częściowo pogodowo-przyrodnicze nastroje. Nie bardzo mi to wyszło, ale na pamiątkę kilka z nich zamieszczam.



Mgła jednak ustąpiła bardzo szybko, także w Kotlinie, więc na drugą część niedzieli zaplanowaliśmy sobie wycieczkę w Rudawy Janowickie, w Starościńskie Skały, z podejściem od Strużnicy.
To zupełnie bajeczne krajobrazy, obecnie ciągle jeszcze na pograniczu zimy i lata, ze słynnymi formacjami skalnymi o fantazyjnych kształtach, z których najsłynniejszą jest najpewniej Skała Marianny, zwana także Lwią Górą. Stał tu niegdyś odlany w gliwickich hutach posąg lwa (niektórzy twierdzą, że było ich kilka), ważący ze 300 centnarów. Lwa już nie ma, został przegnany stąd w latach 70. ubiegłego stulecia; nowe miejsce znalazł nad zalewem w Złotnikach Lubańskich (chociaż pewności co do lwiej tożsamości nie ma). O losach lwa pisze Joanna Lamparska na swoim blogu:
Co do lwa - podobno do lat 70-tych jeszcze tam „spał”. Z różnych źródeł  dochodzą słuchy, że został on wywieziony do Złotnik Lubańskich i umieszczony w pobliżu tunelu dojazdowego do zapory. Czy to prawda? Wątpliwości rozwiałaby odpowiednia ekspertyza, choć podobieństwo jest uderzające… Niewątpliwie dobrze by się stało, gdyby lew powrócił na swoją półkę skalną w Starościńskich Skałach i mógł znów dumnie spoglądać na swoje królestwo. [...] Ta historia mnie zaintrygowała. Zwalić i wywieźć dwie tony to jest coś! Jest tylko jedna osoba, która o zamku Czocha i jego tajemnicach wie wszystko i wybudzona w środku nocy potrafi odpowiedzieć na każde pytanie. To Janusz Skowroński, badacz historii Lubania i okolic. I rzeczywiście! – W zamku tego lwa na pewno nie ma – oświadczył Janusz. – Ale jest w pobliżu, na zaporze w Złotnikach. Rzeczywiście jest tam wspaniały lew.  
Jak to się często przypadkiem składa, wczoraj lwa nadzłotnickiego sfotografowała podczas jednej ze szkoleniowych wycieczek adeptka trudnej sztuki przewodnictwa sudeckiego, panna miła, Ola Orla, której zdjęcie poniższe podkradam z Facebooka, lojalnie linkując jednak do całej galerii.

O całym niezwykłym "parku skalnym" poczytać można chociażby na stronach Mysłakowic czy Rudaw Janowickich
Kilka impresji z wczorajszej premierowej w tym roku wycieczki na podkarkonoskie pagórki:



Popas na łonie Marianny

Po zejściu ze Starościńskich Skał wcale nie chciało się nam wracać do Jeleniej Góry

Mchy zielone i nasiąknięte jak gąbka wodą z topniejących śniegów

24.03.2011

Siła portali społecznościowych i mediów lokalnych



Zdarzyło się wczoraj:
Podczas spaceru z psem u stóp Góry Szybowcowej (na pograniczu Strupic i Jeżowa Sudeckiego) na bezchmurnym niebie pojawił się znienacka wielki, szary samolot wojskowy z biało-czerwoną szachownicą. Przeleciał nisko nad naszymi głowami i skierował się ku Wzgórzom Łomnickim, jeszcze bardziej zniżając lot. Zastanawialiśmy się, czy maszyna ma zamiar przyziemić na naszym międzynarodowym lotnisku przy ul. Łomnickiej oraz - czy już dzwonić do Świętoszowa, by przysłali czołgi. Nie, nie po to, by strzelać do lotników, ale - by wyciągnąć aeroplan z błota, który po lądowaniu na trawiastym pasie zaryłby się pewnie po skrzydła. Po trzech kwadransach sytuacja się powtórzyła: maszyna pojawiła się nad Górą Szybowcową, przeleciała nad szpitalem wojewódzkim i skierowała się na lotnisko Aeroklubu Jeleniogórskiego. Tym razem udało nam się dostrzec, że jedynie zniżyła lot, a następnie rozpoczęła odejście. Ja się na samolotach znam mniej więcej tak, jak premier Tusk na liberalnej polityce gospodarczej (a więc w zasadzie całkowicie się nie znam), myślałem więc, że to CASA.


Zdarzyło się dzisiaj:
Nie omieszkałem "zapuścić" tej historii na Facebooku:
Z wrażenia pomerdały mi się miesiące, więc przesunęłam nasz czas bieżący o miesiąc w przód. Nie o to jednak chodzi. Nie minęło więcej niż półtorej godziny, i  oto Konrad Przezdzięk (Jelonka.com) odpisuje mi takim oto linkiem:
No, to już wiemy. Latał; nie CASA ino Hercules, nie dwa, a trzy razy - a latał, bo miał prawo latać! Reszta jest tajne przez poufne i grozi śmiercią lub utratą zdrowia psychicznego (w szczególności).


Dlaczego o tym w ogóle piszę? Otóż na tym bagatelnym przykładzie widać, jak wielką nośność informacyjną ma Internet, a szczególnie tzw. portale społecznościowe. A także, jak wielką rolę mogą odgrywać lokalne portale, gazety elektroniczne (i papierowe, ale te szybkością przekazu przegrywają z Internetem), telewizje, fora etc., w szczególności w małych miastach, które wyłącznie okazjonalnie pojawiają się w newsach WIELKICH stacji telewizyjnych i gazet. I nie chodzi mi o wyjaśnianie wojskowego "grzmotu babci pod pierzyną": mi wystarczy: "latał, bo miał latać". Zainteresował mnie socjologiczny, społeczny i lokalnie-medialny aspekt losów mojego pytania o samolocik.
W związku z tym chciał będę przyjrzeć się bliżej naszym jeleniogórskim i wokół-jeleniogórskim mediom i troszeczkę (na miarę moich umiejętności i mojej wiedzy) je przeanalizować. Z subiektywnym nastawienie "konsumenta informacji".
...a co z tego wyniknie, postaram się zamieścić na niniejszym blogu.

Dziękuję Konradowi i Angeli z Jelonka.com za szybką reakcję.


Całość także do poczytania na Facebooku

Wiosenne wielkogabarytowe porządki w Jeleniej Górze



HARMONOGRAM
ZBIERANIA PRZEDMIOTÓW WIELKOGABARYTOWYCH SPRZĘTU AGD , ELEKTRONICZNEGO ORAZ PROBLEMOWYCH
Z TERENU MIASTA JELENIA GÓRA

 Lp.
 Data odbioru
Lokalizacja / Osiedle/ ulica
1.
01.04.2011 r.
Oś. Pomorskie: Gdańska, Toruńska, Bydgoska, Tczewska, Grudziadzka, Jagiełły, Zachodnia, Transportowa.
2.
04.04.2011 r.
Zaborze I : Paderewskiego, Działkowicza, Wiśniowa, Wiejska, Letnia, Wiosenna, Jordana.Zaborze III :Małcużyńskiego, Sygietyńskiego, Kiepury.
3.
05.04.2011 r.
Maciejowa : Maciejowska, Bat. Chłopskich, Dzierżonia, Kaczawska, Witosa, Wrocławska, Trzcińska, Niećki.
4.
06.04.2011 r.
Oś. Łomnickie : Goździkowa, Blacharska, Muzyczna, Kwiatowa, Konwaliowa, Liliowa, Storczykowa, Przyboczna, Pl. Różany, Łomnicka, Irysowa Powst. Śląskich, Waryńskiego, Słowiańska, Wincentego Pola.
5.
07.04.2011 r.
Oś. Podgórze : Urocza, Wzg. Partyzantów, Bogusławskiego, Podgórze, Snycerska, Kochanowskiego, Kraszewskiego, Fredry, Nowowiejska, Bartka Zwycięzcy, Staffa, Tuwima, Zana, Grottgera, Woj. Polskiego.
6.
08.04.2011 r.
Oś. Kosmonautów: Gagarina, G. Bohaterów, Dobrowolskiego, Kosmonautów, Pacajewa, Wołkowa, Komarowa, Wzg. Wandy
7.
11.04.2011 r.
Oś. Skowronków: Wesoła , Dziecinna, Słowackiego , Mickiewicza, Chełmońskiego, Baczyńskiego, Krasickiego, Norwida, Skowronków.
8.
12-13.04.2011r.
Oś. Czarne: Okrężna, Orzeszkowej, Mała, Podleśna, Południowa, Strumykowa, Czarnoleska, Malinowa, Kalinowa, Jaśminowa, Borówkowa, Poziomkowa, Wrzosowa.
9.
14.04.2011 r.
Oś. Głowackiego: Hofmana, Kossaka, Dunikowskiego, Głowackiego, Gałczyńskiego, Reja, Broniewskiego, Gielniaka Wieniawskiego, Morcinka, Wyspiańskiego, Wańkowicza, Malczewskiego, Wyczółkowskiego, Żeromskiego.
10.
15.04.2011 r.
Kruszwicka , Graniczna, Wigury, Żwirki, Przesmyk, Daszyńskiego, Lipowa, Powst. Wielkopolskich, Nadbrzeżna, Kasprowicza, Poznańska.
11.
18.04.2011 r.
Oś. Widok: Sołtysia, Pionierska , Kasprzaka, Malinnik,Sokoliki, Michejdy, Poprzeczna, Granitowa, Strzelecka, Widok, Spacerowa, Szrenicka, Izerska.
12.
19.04.2011 r.
Oś. Panorama : Łabska, Krośnienska, Hirszfelda, Rudawska, Śnieżna, Rubinowa, Koralowa, Szafirowa, Turkusowa, Diamentowa.
Oś. Miłosza : Fałata, Grochowiaka, Nerudy, Krasińskiego, Miłosza, Niemcewicza, Dombrowskiej, Picassa.
13.
20.04.2011 r.
Oś. Wróblewskiego : Struga, Zielona, Błękitna, Słoneczna, Pogodna, Teczowa, Radosna, Promienna, Lelewela, PCK, Wróblewskiego,Przesmyckiego,Sieroszewskiego, Daniłowskiego
14.
21.04.2011 r.
Oś. Pułaskiego : Zakopiańska, Tabaki, Czarneckiego, Juszczaka, Cervi, Staszica, Przybyszewskiego, Pl. Cichy.
15.
22.04.2011 r.
Oś. Pod Wałami: Narutowicza, Stęczyńskiego, Starzyńskiego, Ujejskiego,Brezy, Bilewicza , Mieszka I –go, Harcerska, Jagiellońska, Zjednoczenia Narodowego.
16.
26.04.2011 r.
Oś. Żeromskiego – Sobieszów: Cieplicka, Romera, Kolejowa, Domejki, Chopina, Tetmajera, Bema, Młyńska, Osiedla Żeromskiego.
17.
27.04.2011 r.
Oś. Reymonta – Sobieszów: G. Zapolskiej, Asnyka, Leśmiana, Reymonta, Nałkowskiej, Konrada, Brzechwy, Sienkiewicza, Karkonoska, Kamiennogórska.
18.
28.04.2011 r.
Jagniątków: Karkonoska, Michałowicka, Agnieszkowska, Wczasowa, Saneczkowa, Turystyczna, Zarzeczna, Kręta
19.
29.04.2011 r.
Goduszyńska, Książęca, Lubańska, Dworcowa, Sobieszowska, Wojewódzka, Francuska, Spokojna, Cmentarna, Ludowa, Objazdowa, Łąkowa, Ceglana, Cicha.

W/w przedmioty należy składować przy pojemnikach obsługiwanych przez MPGK Sp. z o.o. Jelenia Góra.

Wywóz nie obejmuje:
  • gruzu budowlanego
  • zużytych opon samochodowych
  • makulatury , kartonów itp.
  • zmieszanych odpadów komunalnych
  • materiałów niebezpiecznych i szkodliwych

23.03.2011

Spotkanie "Pod Arkadami" - termin sine qua non!


Z głębokim przekonaniem polecam zarówno spotkanie, jak i - przede wszystkim - lekturę książki. Warto!

22.03.2011

Michael Lucas Leopold Willmann

Poniższy post to obszerny biogram, "napisany" tutaj metodą byłego ministra obrony Niemiec, Karla Theodora zu Guttenberga, a więc metodą [copy & past]. Źródłem skopiowanego tekstu jest wspaniała strona, na którą pragnę zwrócić uwagę, również poniższym plagiatem, zatytułowana:



Willmanowy życiorys chciałem mieć na blogu głównie na swoje własne potrzeby, natomiast całą stronę "Drogi Baroku" serdecznie polecam.
Michael Willmann urodził się w Królewcu 26 IX 1630 roku, a jego ojcem był miejscowy malarz, Peter Willmann. U niego też młody Michael pobierał pierwsze nauki malarskiego rzemiosła. Około 1650 roku udał się na dalszą edukację do Amsterdamu. Tam jednak Willmanna nie było stać na naukę w pracowni któregoś ze znanych amsterdamskich mistrzów i musiał sam zarabiać na życie. Dlatego też główny ciężar artystycznej edukacji Willmanna spoczął na jego własnej pracy: sam oglądał amsterdamskie kolekcje malarstwa i odwiedzał pracownie miejscowych artystów, a także przystąpił do intensywnych rysunkowych ćwiczeń na bazie zakupionego w Amsterdamie zbioru głównie włoskich grafik. Choć Willmann jako podstawę swej edukacji przyjął sztukę włoską, to jednak opierał się na metodach nauki komponowania i malowania obrazu stosowanych m. in. w pracowni Rembrandta van Rijn. Po opuszczeniu Holandii Willmann jeszcze długo podróżował po Europie zatrzymując się m. in. w Pradze, gdzie kontynuował swoją edukację na bazie znakomitych zbiorów malarstwa w cesarskiej galerii na Hradczanach.

Po dziesięciu latach podróży Willmann osiadł na stałe w Lubiążu na Śląsku, gdzie przybył 21 X 1660 roku na zaproszenie opata miejscowego klasztoru Cystersów, Arnolda Freibergera. Tam też Willmann założył rodzinę żeniąc się 26 X 1662 roku z wdową po kanceliście kurii opatów lubiąskich, Heleną Reginą Lišką z domu Schultz. Z tego związku narodziło się pięcioro dzieci: cztery córki i jeden, długo oczekiwany syn. Co ciekawe, Willmann, przeszedł z kalwinizmu na katolicyzm dopiero 22 V 1663 roku. Willmannowi bardzo dobrze się powodziło: 10 III 1687 roku nabył w Lubiążu posiadłość ziemską Winna Góra z piętrowym domem (doszczętnie spłonął w 1849 roku), wysłał na kosztowną edukację do Włoch swojego pasierba, Johanna Christopha Liškę i własnego syna, Michaela Leopolda Młodszego, a każdej ze swoich córek zapewnił wysoki posag.

Choć z artystycznego punktu widzenia osiedlenie się w prowincjonalnym Lubiążu było dla Willmanna bolesnym kompromisem, to jednak otworzyło to przed nim ogromny rynek na religijne obrazy dla Kościoła katolickiego. Willmann został głównym artystą śląskiej kontrreformacji, a jego najważniejszymi mecenasami stali się cystersi na czele z lubiąskimi opatami: Freibergerem, Johannesem Reichem, Ludwigiem Bauchem oraz krzeszowskim opatem Bernhardem Rosą. Willmann pracował także dla przedstawicieli innych zakonów: augustianów, norbertanów, benedyktynów, krzyżowców z czerwoną gwiazdą i jezuitów, a także dla duchowieństwa diecezjalnego łącznie z wrocławskimi biskupami: Fryderykiem von Hessen-Darmstadt i Franciszkem Ludwikiem von Pfalz-Neuburg. Odbiorcami obrazów Willmanna byli też przedstawiciele katolickiej arystokracji, a zwłaszcza możny ród Nostitzów. Co ważne, lubiąski artysta malował także dla zleceniodawców protestanckiego wyznania, jak Rada Miejska Wrocławia czy też sam elektor brandenburski, Fryderyk Wilhelm. Liczba zamówień płynących do lubiąskiej pracowni Willmanna ze Śląska, Czech, Moraw i Austrii była tak duża, że malarz nie był w stanie ich wszystkich realizować.
Willmann malował głównie obrazy olejne na płótnie: od niewielkich obrazów dewocyjnych, aż po ogromnych rozmiarów płótna do ołtarzy oraz do dekoracji ścian wnętrz kościelnych. W twórczości lubiąskiego artysty zdecydowanie przeważały obrazy religijne o kontrreformacyjnej tematyce i dużym ładunku emocji: od słodkich scen Pocałunków św. Józefa i Pocałunków Marii, aż po drastyczne sceny męczeństw świętych, jak choćby ze słynnego cyklu lubiąskich Męczeństw Apostołów. Willmann malował jednak także obrazy o innej tematyce: sceny mitologiczne, portrety swoich fundatorów, własne autoportrety oraz znakomite pejzaże. Choć nie znał malarstwa freskowego, to jednak pod presją fundatorów nauczył się na starość tej trudnej techniki i zdążył wykonać z warsztatem aż cztery kompleksowe dekoracje freskowe, w tym arcydzieło europejskiego baroku – malowidła w kościele Św. Józefa w Krzeszowie. Willmann był także świetnym rysownikiem, a najczęściej przygotowywał rysunkowe projekty dewocyjnych grafik sztychowanych przez profesjonalnych miedziorytników, o czym najlepiej świadczy cykl 32 ilustracji w Krzeszowskim modlitewniku pasyjnym. Sam także parał się grafiką, czego efektem były graficzne reprodukcje jego najlepszych obrazów wykonane technice akwaforty.
Na kształt malarstwa Willmanna w zasadniczym stopniu wpłynęła jego amsterdamska edukacja. Przygotowanie kompozycji jego obrazów polegało bowiem najczęściej na wykorzystaniu posiadanego zbioru wzorcowych grafik, natomiast malowanie oparte było na zastosowaniu podpatrzonej u Rembrandta szkicowej maniery malarskiej, co pozwoliło Willmannowi na różnicowanie wykończenia obrazów w zależności od ich wielkości i przeznaczenia. Początkowo lubiąski artysta korzystał z graficznych wzorców głównie z kręgu twórczości wielkich Flamandów: Petera Paula Rubensa i Antona van Dycka. Po powrocie do Lubiąża Liški z włoskiej edukacji (przed 1677 rokiem) w obrazach Willmanna zaczęły się jednak pojawiać także nowe włoskie wzory m. in. z dzieł Carla Maratty i Pietra da Cortony, a dotychczasowa niderlandzka stylistyka dzieł lubiąskiego mistrza zmieniła się na bardziej włoską. Co ważne, Willmann nigdy nie naśladował dzieł wyłącznie jednego artysty, a w jego obrazach na pierwszy plan z reguły wysuwała się powszechnie podziwiana szkicowa maniera malarska nadając tym dziełom ekspresyjny i często także wirtuozerski charakter.
Ilość obrazów namalowanych przez Willmanna byłaby znacznie mniejsza, gdyby nie pomoc jego uczniów i warsztatowych współpracowników. Nie było ich jednak wielu, bo trzon lubiąskiej pracowni Willmanna stanowili członkowie jego rodziny, wykształceni przez mistrza i współpracujący z nim w różnych okresach jego artystycznej kariery. Oprócz Liški i Michaela Leopolda Młodszego w warsztacie pracowała ich utalentowana artystycznie siostra, Anna Elisabeth, a także wnuk Willmanna, Georg Wilhelm Neunhertz. Sporadycznie pojawiali się także dodatkowi współpracownicy „z zewnątrz”, jak Johann Jacob Eybelwieser z Wrocławia, czy też Johann Kretschmer z Głogowa.
Willmann zmarł 26 VIII 1706 roku w Lubiążu i jako szczególnie zasłużony dla opactwa został w drodze wyjątku pochowany wśród zakonników w krypcie miejscowego kościoła klasztornego. Jego zmumifikowane ciało zachowało się do dzisiaj. Już za życia Willmann cieszył się ponadregionalną sławą, a jego biografia i portret jako jedynego artysty ze Śląska znalazły się łacińskiej edycji pierwszego słownika artystów niemieckich pióra Joachima von Sandrarta (1683). Ta sława i uznanie nie zmalały po śmierci lubiąskiego artysty – liczne dzieła „śląskiego Apellesa” były podziwiane i naśladowane przez rzesze późniejszych artystów, a jego biografia była pieczołowicie rekonstruowana przez kolejne pokolenia badaczy. Dzisiaj Willmann jest zgodnie uznawany za prekursora malarstwa barokowego na Śląsku i jednego z najważniejszych malarzy epoki baroku w Europie Środkowej.

11.03.2011

Szklarska Poręba opisana i wydana!

Dokonało się! Fiat lux! Szklarska Poręba bardziej oświecona! Wczoraj miałem zaszczyt uczestniczyć w pierwszej, nielegalnej... przepraszam: nieoficjalnej promocji dzieła pn. "Szklarska Poręba - Monografia historyczna" autorstwa Iva Łaborewicza i Przemka Wiatera. Schadzka odbyła się w pomieszczeniach prywatnych jednego z Autorów, oczywiście w Szklarskiej Porębie. Lista gości zaproszonych zbyt długa jest, by ją przytaczać in extenso; nieco krótsza byłaby lista obecnych na spotkaniu. Obecni byli obaj panowie Autorzy, obaj też przemówili do wsłuchanych w ich słowa mas: Przemek mówił o walce z materią literacką, Ivo - o trudach wygrzebywania odpowiednich dokumentów spośród setek metrów akt. Obaj Autorzy raz jeszcze unaocznili, jak bardzo potrzebna jest ta monografia, opisująca dzieje miasta o historii niezwykłej, przebogatej i okrutnie (dla Autorów okrutnie!) wielowątkowej. Na 544 stronach (liczba obejmuje także wielce istotne załączniki: "Wykaz radnych miasta w latach 1945-1990", "Słownik ulic Szklarskiej Poręby z lat 1910-2010", "Źródła i wybrana literatura" oraz - co niezwykle ważne: "Indeks nazwisk") opatrzonych bogato ilustracjami śledzimy dzieje Pisarskiej Poręby nad Szklarskim Potokiem od XIII wieku po lata nam współczesne. I dodać muszę: śledzimy je z zapartym tchem. Bo jest do dzieło napisane językiem absolutnie niearchiwalistycznym. Nie jest to nudne kalendarium z suchym wymienianiem dat i wydarzeń. Z każdej karty księgi przebija Przemkowa czuła miłość do Szklarskiej Poręby, uzupełniania rzeczową narracją archiwisty Iva. Czyta się ten tekst wspaniale! Ale dość pochwał i zapiań - teraz będą twarde dowody w postaci kilku zdjęć, jakie udało mi się zrobić podczas wczorajszych "chrzcin książki".

Przemawiamy

Wyjaśniamy

Czytamy

Dyskutujemy
Konsumujemy

Burmistrzujemy

Obawiam się, że nakład (2000 egzemplarzy) może być zbyt niski: Czytelników będzie wielu!
Ivo Łaborewicz, Przemysław Wiater
Szklarska Poręba - monografia historyczna
Wydawca: © Związek Gmin Karkonoskich z siedzibą w Bukowcu 2010 r.
DTP: Wydawnictwo "ADREM" Regina Chrześcijańska; w Jeleniej Górze
Stron: 544 + wkładka ze zdjęciami kolorowymi
Cena: około 80 zł.
Książkę można nabyć w wydawnictwie AD REM Jelenia Góra ul. S. Okrzei (via: Przemek Wiater w komentarzach)

10.03.2011

Muzeum Karkonoskie zostanie zamknięte!

Prace przy rozbudowie (a właściwie - przy wznoszeniu całkowicie nowego budynku) Muzeum Karkonoskiego wrą, robota pali się w rękach. W obecnej fazie robót kontynuowanie działalności w budynku głównym muzeum stało się niemożliwe, zresztą i w nim szaleją robotnicy budowlani. Kto żyw i ciekaw - winien jeszcze w tym tygodniu wpaść do "przybytku Seydela": po weekendzie muzeum zostanie zamknięte, a ponowne otwarcie przewidywane jest dopiero na rok 2012.
Część zbiorów wypchniętych zostało do innych placówek - w ramach wystaw czasowych. Proszę jednak pamiętać, że bez przeszkód i przerw działać będą oddziały muzeum: Skansen Uzbrojenia Wojska Polskiego przy ul. Sudeckiej w Jeleniej Górze, Dom Carla (i Gerharta) Hauptmannów w Szklarskiej Porębie oraz łaciukowy zamek Bolków. 


06.03.2011

Copywriterzy do dzieła! Dolina Pałaców i Ogrodów czeka.

.

REGULAMIN KONKURSU


I. Organizator


Organizatorem konkursu jest Wydawnictwo Poligrafia "AD REM" z siedzibą przy ul. Okrzei 12 w Jeleniej Górze na zlecenie Fundacji Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej z siedzibą przy ul. Świdnickiej 31 we Wrocławiu.


II. Cel konkursu


Główny celem konkursu jest wyłonienie hasła promocyjnego dla „Doliny Pałaców i Ogrodów”. Celem pośrednim jest promocja zabytków Doliny Pałaców i Ogrodów oraz rozbudzenie zainteresowania wśród dzieci dziedzictwem kulturowym Kotliny Jeleniogórskiej


III. Warunki uczestnictwa 


1. Uczestnikami konkursu mogą być dzieci szkół podstawowych i gimnazjalnych. 
2. Z udziału w Konkursie wyłączeni są osoby związane bezpośrednio z Organizatorem 
3. Uczestnik Konkursu zobowiązany jest do zapoznania się z Regulaminem Konkursu. 
4. Organizator nie ponosi odpowiedzialności za zgłoszenia, które nie dotarły w terminie oraz zastrzega iż nie będą one rozpatrywane.
5. Organizator nie ponosi odpowiedzialności za podanie nieprawdziwych danych lub danych osoby trzeciej przez Uczestników. Podanie nieprawdziwych danych skutkuje odebraniem prawa do nagrody.
6. Udział w Konkursie jest bezpłatny.
7. Uczestnik konkursu ma obowiązek zapoznać się z informacjami i zdjęciami dotyczącymi „Doliny Pałaców i Ogrodów” Kotliny Jeleniogórskiej dostępnymi na stronie www.dolinapalacow.pl. 


IV. Zasady konkursu


1. Hasło konkursowe należy wpisać na kartkę pocztową i przesłać do dnia 14.03.2011 na adres: Oddziału Fundacji Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej w Pałacu Wojanów, Wojanów 9, 58-508 Jelenia Góra.
2. Jeden uczestnik konkursu ma prawo przesłać jedno zgłoszenie.
3. Zgłoszenie hasła do Konkursu jest równoznaczne z oświadczeniem Uczestnika, że przysługują mu nieograniczone autorskie prawa osobiste i majątkowe do przedmiotu konkursu i że ponosi on wszelką odpowiedzialność za złamanie tych praw.
4. Zgłoszenie hasła do Konkursu jest równoznaczne z udzieleniem przez Uczestnika zgody na prezentowanie zgłoszonych haseł na stronach internetowych należących do Organizatora.
5. Konkurs jest moderowany przez Organizatora. Moderacja w Konkursie polega na prawie Organizatora do niedopuszczeniu do konkursu, bez konieczności poinformowania o tym Uczestnika, haseł, które:
a) narusza prawo obowiązujące w Polsce,
b) narusza prawa i uczucia osób trzecich,
c) zawiera treści powszechnie uznane za społecznie niewłaściwe i naganne moralnie (np. hasła zawierające treści obraźliwe, wulgarne, obsceniczne, nawołujące do nienawiści i przemocy)
d) zawiera treści o charakterze komercyjnym (reklamy)
e) narusza inne postanowienia zawarte w Regulaminie Konkursu.
6. Uczestnik ma prawo wycofać zgłoszone hasło wyłącznie w czasie trwania Konkursu.
7. Na kartce pocztowej należy umieścić także dane teleadresowe twórcy hasła. 


V. Rozstrzygnięcie konkursu i nagrody 


1. Ocena nadesłanych haseł dokonywana będzie przez Jury powołane przez Organizatora. W Skład jury wejdą przedstawiciele Organizatora ADREM i Fundacji Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej
2. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi do dnia: 21.03.2011 roku, przekazanie nagród nastąpi do dnia: 31.03.20111
3. Szkoły oraz placówki, których uczniami będą laureaci konkursu, zostaną zawiadomione pisemnie o przyznanych nagrodach i wyróżnieniach. Rozstrzygnięcie konkursu zostanie także ogłoszone na stronie internetowej Organizatora.
4. W konkursie zostaną przyznane 3 nagrody:
1 miejsce: pobyt w Pałacu Wojanów (pobyt dziecka-laureata konkursu w opiekunami) + wycieczka do Dolinie Pałaców i Ogrodów
2 miejsce: pobyt w Pałacu Paulinum (pobyt dziecka-laureata konkursu w opiekunami) w Jeleniej Górze
3 miejsce: nagrody rzeczowe
5. Nagrody w Konkursie nie można zamienić na inną nagrodę, ani na ekwiwalent pieniężny. 
6. Zwycięzcy Konkursu nie mogą przenieść prawa do otrzymania nagrody na osoby trzecie.


VI. Postanowienia końcowe 


1. Organizatorzy zastrzegają sobie prawo do nieodpłatnego wykorzystania prac w prasie, telewizji, katalogach, informatorach i na plakatach w celach promocji konkursu.
2. Regulamin znajduje się do wglądu w siedzibie Fundacji we Wrocławiu i Wojanowie, Organizatora konkursu firmy AD-REM w Jeleniej Górze oraz na ich stronach internetowych: www.dolinapalacow.pl, www.www.adrem.jgora.pl 
3. W sprawach dotyczących zagadnienia Doliny Pałaców i Ogrodów należy kontaktować się z Grażyną Kolarzyk, tel. 75 74 28 501, g.kolarzyk@dolinapalacow.pl  lub Katarzyną Smorek 71 782 22 32, k.smorek@dolinapalacow.pl
4. Złamanie ustaleń regulaminu Konkursu przez Uczestnika będzie oznaczało jego wykluczenie z uczestnictwa w Konkursie.
5. W sprawach nie uregulowanych niniejszym Regulaminem zastosowanie znajdą odpowiednie przepisy Kodeksu Cywilnego.
6. Nadesłane na Konkurs dane osobowe uczestników mogą być przetwarzane przez Organizatora wyłącznie w celu wykonania ich obowiązków związanych z Konkursem oraz w celach informacyjno-marketingowych Organizatora. Dane będą chronione zgodnie z Ustawą o Ochronie Danych Osobowych (Dz. U. Nr 133/97, poz. 883). Uczestnikom Konkursu przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania




Organizatorzy:
Wydawnictwo- Poligrafia 
AD-REM
ul. Okrzei 12
58-500 Jelenia Góra

Fundacja Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej
ul. Świdnicka 31
50-066 Wrocław
Oddział Fundacji w Pałacu Wojanów
Wojanów 9
58-508 Jelenia Góra

02.03.2011

Bestialstwo bezgraniczne

W Nowinach Jeleniogórskich ten tekst ukazał się w wersji okrojonej, przyciętej do potrzeb gazety. Poprosiłem Rafała, by udostępnił mi pełną wersję i zamieszczam ją tutaj bez żadnych skrótów i ingerencji. I bez własnego komentarza, bo zbyt dużo byłoby w nim wulgaryzmów.

Drapieżnik w Górach Kaczawskich

26 lutego, sobota,  piękna słoneczna pogoda można powiedzieć - prawdziwa zapowiedź wiosny. Czuć  ją w powietrzu przy każdym oddechu . Aż się jej chce, choć osobiście należę do tych nielicznych co „kłaniają” się bardziej zimie niż letnim temperaturą. Widząc takie warunki, codzienny trening, biegania, postanawiam przekształcić w sympatyczną wycieczkę z psiakiem. Dzień jest już dłuższy, a grunt zmarznięty powinno się świetnie biegać. Taką mam myśl w to sobotnie popołudnie i postanawiam ją natychmiast zrealizować. Codzienne bieganie po przy-zabobrzańskich,  leśnych ścieżkach mimo dużej ich kombinacji z czasem się nudzi. Zbieram się, psiaka i koło godziny trzynastej starujemy; cel: tereny podgórza kaczawskiego. Chciałoby się rzec kilka kroków i jestem. Jedna, druga ścieżka znana na pamięć, „przeskakuję” Dziwiszów i jestem - na pięknym niejednokrotnie, dziewiczym dzikim terenie. Jak dzikim wkrótce się przekonałem.  Nie szukam zbytnio żadnych utartych dróg, wskakuję na zmarznięte pole i biegnę na przełaj, delektując się pogodą, plus minus wyznaczając sobie co raz nowy azymut gdzieś przed sobą w dali na skraju lasu. Psiak swobodnie swoim tempem biegnie tuż koło mnie wyrywając co chwila do przodu, to zostając w tyle. Tak truchtając zbliżyliśmy się do lasu. Zatrzymałem się na chwile obróciłem spojrzałem na panoramę – widać Dziwiszów stary i ten nowy, tak szybko postępujący. W tle ledwo widoczne za mgłą Karkonosze. Pomyślałem to duże szczęście mieszkać tak blisko dzikiej natury, góry, lasy, przestrzeń, powietrze, taka wszechstronność - a Kaczawy w całym paśmie sudeckim wciąż nie podbite.  Cóż, obracam się na pięcie i ruszam w las przed siebie. Chwilę idę spokojnie, obserwując  otaczający mnie krajobraz. Krok za krokiem podbijam kolejne metry.  Wszystko jeszcze zmarznięte, ale słońce widać, że już ożywia subtelnie ten zmarznięty pomnik przyrody. 

Natura biegacza bierze górę i zaczynam truchtać, po chwili na trafiam na dróżkę, pnącą  się stromo w górę. Ruszam nią bez namysłu, jest delikatnie przysypana śniegiem, a ja zostawiam na nim jedyne prawie dziewicze ślady, zaraz za  odciskami łap swojego psiaka. Po prawej wąwóz w dole płynie niewielki strumień obrośnięty gdzieniegdzie, przy małych kaskadach,  lodowym szkliwem tworzącym przepiękne formy, lśniące w przebijających się przez konary drzew, promieniach słońca. Trasa się wyrównuje i schodzi do  owego strumienia przecinając go. Na chwile się zatrzymuj,  przykucam przy nim wpatrując w zmarzliny. Tworzą dziwne formy, ułamuje kawałek patrzę pod słońce, wydaje się być taka czysta jak cały tu klimat. Przezroczysty kawałek lodu, rzucam go do wody i znika odpływając w dal… A w raz z nim cały krajobraz który mnie tu przeniknął. 
Pies zaczyna szczekać i wyć, jak nigdy wcześniej. Pierwszy raz słyszę u niego takie wycie. Obracam się, patrzę ponad siebie wciąż kucam i jak w horrorze… spoglądają na mnie martwe ciemne ślepia, wybałuszone z łba  wciśniętego pomiędzy dwa pnie drzew, jednego złamanego. Podchodzę bliżej, pod zbocze,  wyłania się reszta zwłok psa. Całe zmasakrowane. Od gardła po genitalia, które zostały odcięte, proste równoległe cięcie, wnętrzności wyciągnięte całe ciało zesztywniałe z łapami w górze, z pod śniegu przebija zeschnięta krew, od drzewa idzie zielona, napięta linka, ale to nie pies jest do niej przywiązany. Kabel zaciśnięty jest na racicy jakiegoś kopytnego zwierzaka, nie jestem w stanie po jego równie koszmarnie zmasakrowanych szczątkach stwierdzić czy to jeleń czy  jakiś inny, większy  z pewnością niż sarna zwierzak. Może kucyk. Trzy metry od nich pod drzewem  z rozłożonymi łapami kolejny rozbebeszony trup, to na pewno duży owczarek niemiecki… mój pies dalej szczeka… to miejsce to jakaś rzeź nie wiem kto mógł dopuścić się takiego okrucieństwa  z pewnością był to człowiek, choć nie wiem czy o kimś, czymś takim można tak powiedzieć… zrobiłem kilka zdjęć telefonem, schwytałem psiaka i biegiem ruszyłem w dół, do cywilizacji… która najwyraźniej dotarła i tu.  
O zdarzeniu poinformowana została komenda policji w Jeleniej Górze, która mimo moich pewnych obaw bardzo poważnie podeszła do zaistniałego przestępstwa.  Zaangażowane zostały służby leśne i weterynaryjne. Teren został zabezpieczony i wszczęto działania mające wyjaśnić, a może i schwytać sprawce tego bestialskie czynu.  
Psychopata tak go nazwę i nie inaczej, nikt inny nie mógł dopuścić się „tego czegoś”. Bo jak „to” nazwać nie wiem - morderstwo, odstrzał. Ktoś powie to tylko zwierzęta, dzikie psy potencjalne zagrożenie dla ludzi i zwierzyny. Tylko co, w takim razie odróżnia tego  kogoś od tych zwierząt, które zabił? Kim jest ten człowiek i co tkwi w jego głowie? Skąd możemy wiedzieć, że nie poniesie go kiedyś dalej, przecież prawdopodobnie mieszka w okolicznych domach i prowadzi normalne życie… 
Chciałbym wierzyć, że to odosobniony przypadek, ale wiem, że nie. Psy przywiązywane w lesie, maltretowane, głodzone, spędzające życie na łańcuchu, to codzienność. Codzienność,  na którą my jesteśmy obojętni i o której nie chcemy wiedzieć, na którą przymykamy oczy bo tak łatwiej… i w końcu to tylko zwierze… 
…nasz stosunek do zwierząt jest świadectwem nas samych, naszego człowieczeństwa pozbywając się wrażliwości na ich los stajemy się niczym więcej jak zwierzętami…
Są też zdjęcia (także w Nowinach). Okrutne. Postawiłem zamieścić te, które przysłał mi Rafał. Może to coś poruszy, może ustrzeże inne zwierzaki przed ludzkimi bestiami. Rozmawialiśmy dzisiaj o tym podczas porannego spaceru z psami. Rafał powiedział: "jeśli dzięki temu uda się mi uratować choćby jedną sarnę, jednego psa...". Słusznie. 




01.03.2011

100 kilometrów piechotą, czyli wędrówka po obrzeżach Kotliny Jeleniogórskiej

.
Do startu zostało 122 dni


1. lipca 2011 o godzinie 18:00 z jeleniogórskiego Rynku (zwanego Placem Ratuszowym) wystartuje pierwsza wyprawa dookoła Kotliny Jeleniogórskiej, lecz tym razem nie po okalających ją łańcuchach górskich, a u ich podnóża. Wędrówka trwać będzie bez przerwy, do 3. lipca - i skończy się również na Rynku w Jeleniej Górze. Oto trasa: 


Wszelkie informacje na stronie Gildii Przewodników Sudeckich, tam także zapisy drogą mailową lub telefoniczną.

Flagi

free counters