08.01.2011

Monografia Szklarskiej Poręby

Za przyzwoleniem jednego z Autorów publikuję dzisiaj już projekt okładki wydawnictwa, jakiego jeszcze w takim zakresie nie było. "Szklarska Poręba - Monografia historyczna", a właściwie STEREO-grafia, bowiem Autorów jest dwóch, i to próby najwyższej: Ivo Łaborewicz gwarantuje, że odpowiednie zasoby archiwów jeleniogórskich przetrzepane zostały do najgłębszych otchłani, natomiast nazwisko Przemka Wiatera daje rękojmię, że nie pominięto w publikacji żadnych istotnych wydarzeń i postaci. 
Wydawcą dzieła jest Związek Gmin Karkonoskich, oficyna Ad-Rem zajęła się stroną techniczną, a książka na dniach ma trafić do drukarni, więc należy spodziewać się, że już w lutym ujrzymy ją na półkach. Przemek poinformował mnie również, że oprócz obszernych partii tekstowych w dość grubaśnym tomie nie zabraknie ilustracji, także takich, które jeszcze nigdy nie były publikowane.
Uzbrajam się więc w cierpliwość! Obu Autorom serdecznie gratuluję!


To ostatni (być może końcowy) projekt okładki książki. 

3 lutego 2011 r.: Uzupełnienie via Przemek Wiater (vide "Komentarze" pod postem): Sporządzony został indeks nazwisk. Ilustracji (w większości dotychczas niepublikowanych) będzie około 150 na około 540 stronach monografii.

07.01.2011

Hotel Gołębiewski w Karpaczu - pan minister się postawił

Jest jednym z najlepszych ministrów w rządzie Donalda Cudotwórcy: wykonuje swoją robotę w miarę sprawnie, bez większego rozgłosu i - jak mówią sondaże - nieomal bezusterkowo. Tym razem postawił się - nazywając rzecz po imieniu - dużej kasie. Czytam oto dzisiaj w Rzeczpospolitej
Minister kultury zdecydował. Hotel Gołębiewski musi zmaleć o dwa piętra, bo niszczy sudecki krajobraz.
Nie ukrywam, że były naciski różnych stron, ale uznałem, że tamtejszy krajobraz jest zbyt cennym walorem. Uhonorowałem też lokalne środowiska zaangażowane w obronę wartości kulturowych – mówi minister kultury Bogdan Zdrojewski.
Decyzję podjął w ostatnich dniach grudnia. Oznacza ona, że Tadeusz Gołębiewski, który wybudował w Karpaczu hotel, będzie musiał zlikwidować w nim dwa piętra i zmienić pokrycie dachu liczącego ponad 30 tys. mkw. powierzchni. [...]
Podjęta przez ministra Zdrojewskiego decyzja jest ostateczna i wyczerpuje tryb administracyjny. Ale władze miasta i inwestor będą mogli zaskarżyć ją w sądzie. – Na razie jej nie dostałem, ale jest dla mnie dużym zaskoczeniem – nie kryje burmistrz Karpacza Bogdan Malinowski. – Być może wystąpimy na drogę sądową, ale to zmartwienie głównie inwestora, nie nasze.
Tadeusz Gołębiewski też nie otrzymał jeszcze dokumentu z ministerstwa. – Nie wiem, co zrobię, przeanalizują to najpierw moi prawnicy – mówi "Rz". – Nie szacowałem nawet, ile mogłyby mnie kosztować wymagane zmiany.
Z decyzji ministra Zdrojewskiego cieszy się Sławomir Lange, prezes Stowarzyszenia Ochrony Krajobrazu. – Doskonale, że podzielił on zdanie obrońców krajobrazu, choć nie spodziewałem się innego rozstrzygnięcia w państwie prawa – zauważa.
Jestem przekonany, że sprawa będzie miała ciąg dalszy, inwestor (z poparciem burmistrza Karpacza) wniesie odwołanie od tej decyzji. Mimo szacunku dla Stowarzyszenia Ochrony Krajobrazu rozwaliła mnie naiwność pana Sławomira Lange i jego wiara w państwo prawa. Widać romantyczni obrońcy piękna naturalnego tak już mają...
Jeżeli uda mi się dowiedzieć, o jakich "naciskach" wspomina pan minister Zdrojewski, nie omieszkam napisać i o nich. W końcu: "państwo prawa" zobowiązuje!

O Hotelu Gołębiewski na tym blogu:
Miasto w mieście: Hotel Gołębiewski w Karpaczu
Rozbieranie Gołębiewskiego, czyli nagość władz i urzędów 
Hotel Gołębiewski w Karpaczu rozpoczął działalność

04.01.2011

Johannes Maximilian Avenarius - artysta śląski

Za 3 dni, 7 stycznia, przypada 124 rocznica urodzin Johannesa Maximiliana Avenariusa, w naszych okolicach znanego głównie jako autora fresków w Hali Rajskiej w domu Gerharta Hauptmanna w Jagniątkowie.
Pozwolę sobie zamieścić tutaj wspomnieniowo tłumaczenie (z niewielkimi skrótami) artykułu z "Der Wanderer im Riesengebirge" z lutego 1940 r. Czytając tekst proszę mieć przed oczami tę datę...
Opowiemy o Wędrowcu po śląskiej krainie, o Wędrowcu, który w swojej drodze życia przez 53 lata związany był ze śląskim krajobrazem górskim, jak mało kto. Oto stanie przed nami Ślązak z gór, w pełnej krasie swojej osobowości i swojego dorobku artystycznego. Jednak i osobowość, i dorobek są u Johannesa M. Avenariusa tak różnorodne i barwne, jak piękny krajobraz Kotliny Jeleniogórskiej, a równocześnie tak jednoznaczne i wyraziste, jak znaczone ostrą linią szczyty Karkonoszy. Ów Ślązak, Johannes M. Avenarius, jest jak jasne zwierciadło dla swoich krajan i krainy, w której żyją, a z której sam się wywodzi i którą zawarł trwale w swoim wielkim sercu człowieka obdarzonego artystycznym talentem.
Gryfów Śląski niechaj będzie pierwszym przystankiem. To tu 7 stycznia 1887 r. na świat przyszedł Johannes Maximilian Avenarius. Jego ojciec, doktor Ludwig Avenarius był podówczas sędzią w tym pięknym miasteczku nad Kwisą. Ród Avenariusów zajmuje w życiu duchowym Niemiec przełomu XIX i XX wieku poczesną pozycję. Brat ojca, Ferdinand Avenarius, to propagator nauk humanistycznych, który przybliżał rodakom staroniemieckie dzieła sztuki, który wcielał w życie idee obrony ojczyzny i propagował wszystko to, co dzisiaj stanowi o duchowej niemieckości. Drugi jego brat to filozof Richard Avenarius, u stóp którego bawili się niegdyś bracia Carl i Gerhart Hauptmannowie. Matką tych trzech braci, a babką Johannesa M. Avenariusa, była siostra Ryszarda Wagnera. Ich ojcem zaś - Eduard Avenarius, księgarz i wydawca, współwłaściciel słynnej oficyny Brockhaus, założyciel tygodnika „Literarisches Zentralblatt”. Gdy sięgniemy ku odleglejszej historii rodu Avenariusów, natkniemy się tam również na wnuczkę Marcina Lutra, z którą ożenił się jeden z przodków. 
Johannes M. Avenarius jeszcze jako 53-latek mógł radować się z obecności swojej stareńkiej już wówczas matki, której niewątpliwie zawdzięczał tak wiele swoich sił twórczych. Możemy pokusić się o stwierdzenie, że dzięki szczęśliwemu związkowi ojca z tą kobietą, wywodzącą się z chłopskiej rodziny z Turyngii, Johannes M. Avenarius stał się tym, kim był: silnie związanym ze swoją śląską małą ojczyzną, stanowczym i pracowitym człowiekiem.
Życie nie szczędziło mu wyzwań. Niejednokrotnie musiał toczyć prawdziwe wojny, wielokrotnie na  jego drodze pojawiały się czarne chmury. Jednak za każdym razem - dzięki niezwykłej pilności i niewyczerpanej młodzieńczej sile oraz niekłamanemu talentowi - potrafił pokonać przeciwności. 
Nim zajmiemy się jego dokonaniami artystycznymi, prześledźmy krótko jego życiową drogę: do szkoły uczęszcza w Jeleniej Górze, dorasta w Zachełmiu, pośród synów chłopów i rzemieślników - jak sam opisywał. W domu rodzinnym pobiera nauki od Karla Hantscha - jedynego prawdziwego nauczyciela, jak sam twierdził - który odsłaniał przed nim tajniki wszystkich sztuk pięknych, wprowadził w świat rysunku i to z tak dobrym skutkiem, że po dziś dzień w dziełach Avenariusa widać silne ślady edukacji rysowniczej.
Wstępuje do Akademii Drezdeńskiej, w której jednak nie zagrzewa miejsca na dłużej. W Monachium uczęszcza na wykłady z patologii i psychologii u Theodora Lipsa i Spechta. Te studia wykształciły w nim tę wielką znajomość ludzi, która uwidacznia się w późniejszych dziełach malarskich i poetyckich. Dzięki uniwersyteckiemu stypendium wyjeżdża do Włoch. Po powrocie podejmuje działalność artystyczną, malarską, przymuszony wewnętrznym pragnieniem. Po raz pierwszy zostaje dostrzeżony podczas Wystawy Stulecia w 1913 r. dzięki serii rysunków przedstawiających sławnych Ślązaków. Z tego czasu pochodzą także realistyczne portrety Gerharta i Carla Hauptmannów, Wilhelma Bölsche, Hermanna Stehra i innych. Już przygotowywał się do wyjazdu na studia w uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku, gdy wybucha wojna światowa, i artysta trafia na front. W śląskim korpusie armii jest trzecim odznaczonym Żelaznym Krzyżem, pod koniec 1914 r. zostaje ciężko ranny.
Czasy powojenne, kryzys i galopująca inflacja doprowadzają artystę do nędzy, poznaje gorzki smak  ludzkich losów. W tych trudnych czasach pomocną dłoń wyciąga ku niemu inny sławny Ślązak, wybawiając go z beznadziejnej sytuacji życiowej. Niegdyś to Wilhelm Bölsche skorzystał z zaproszenia Gerharta Hauptmanna, by przybyć na Śląsk, gdzie znalazł gościnny dom i schronienie; tym razem z pomocy Hauptmanna korzysta Johannes M. Avenarius. Hauptmann zleca mu stworzenie malowideł naściennych w swoim domu w Jagniątkowie.  W ten sposób powstaje Hala Rajska w willi Wiesenstein.
Jest to pierwsze wielkie dzieło z kategorii malowideł naściennych, która to dziedzina stała się jedną z domen twórczości profesora Avenariusa. W tej kompozycji po raz pierwszy dostrzegamy bogactwo i głębię jego osobowości. Wydaje się, że znajomość, a później także przyjaźń z Gerhartem Hauptmannem odcisnęła wyraźne piętno na twórczości artysty Johannesa M. Avenariusa. Ów malarz i grafik pozostał wiernym sobie również w owych niespokojnych czasach, gdy sztuka niejednokrotnie błądziła opłotkami. Jego przywiązanie do wszystkiego, co prawdziwe i naturalne było dlań drogowskazem w tej rozedrganej epoce. Jego zdrowe postrzegania świata nagrodzone zostało licznymi dyplomami, w tym wyróżnieniem przywódcy Rzeszy, marszałka Hindenburga.  
Fuchswinkel koło Sokołowca
W roku 1930 w jego życiu pojawia się kolejna postać, dzięki której powstają nowe, wielkie dzieła. Dyrektor Bertram z Görbersdorf (Sokołowsko), Ślązak z wyboru, twórca wspaniałej, starośląskiej Izby Chłopskiej w Fuchswinkel (przysiółek; dziś ul. Malinowa w Kowalowej), zlecił Avenariusowi wymalowanie ewangelickiej kaplicy w Sokołowsku (obecnie kościół katolicki MB Królowej Świata). I o ile w Wiesenstein w Jagniątkowie Avenarius stworzył wielkie dzieło świeckie, o tyle tutaj był autorem malowidła o tematyce sakralnej, choć nazywał je czasami „modlitwą człowieka świeckiego”. Malowidło inspirowane było do pewnego stopnia wojennymi przeżyciami Avenariusa; przewija się tu tematyka walki, śmierci i spełnienia; nadziei i pocieszenia. 
Malowidło z kaplicy ewangelickiej w Sokołowsku
Kolejne zadanie, tym razem z dziedziny metaloplastyki, czekało już w niedalekim Sandbergu (Piaskowa Góra, dzisiaj dzielnica Wałbrzycha): w wybudowanym w XX wieku kościele o niezwykle wysokim sklepieniu, wzmocnionym mało ozdobną kotwą żelazną. Avenarius został poproszony o artystyczne „ukrycie” tego niezbędnego, choć wielce szpecącego elementu konstrukcyjnego. Z miedzi, mosiądzu i tombaku artysta stworzył oplatające tę żelazną kotwę Drzewo Życia i postaci pierwszych ludzi na Ziemi, otoczonych wianuszkiem aniołów. Z krzyża wyrastającego z Drzewa Życia rozchodzą się wykonane z metalu promienie, tworzące kunsztowną kratownicę.  U stóp Adama i Ewy rozciąga się szarfa z napisem: O Adame, O Eve vita somnium brave, pochodzącym ze starych ksiąg rodzinnych Avenariusa.
Metaloplastyka w kościele na Piaskowej Górze
Metaloplastykę Avenariusa podziwiać można również w Szczawnie Zdroju, w Domu Zdrojowym. 
Był Johannes M. Avenarius także pisarzem. Gdy przez 8 miesięcy z okładem pracował nad wystrojem Hali Rajskiej w domu Hauptmanna w Jagniątkowie, gospodarz niejednokrotnie zapraszał go - po skończonej pracy - na pogawędkę i szczerze podziwiał jego umiejętności narratorskie. Liczne opowiadania Avenariusa ukazały się drukiem w tomiku „Himmel auf Erden”. W końcu lat 20. XX w. ukazała się napisana gwarą śląską powieść „Schoepse Christel”.
W 1936 r. Avenarius kupuje dom w Unisławiu Śląskim i osiedla się tam.
Po wojnie, w 1946 r. opuszcza Śląsk i przenosi się do Berlina, gdzie powstają liczne obrazy na zamówienie parafii, maluje także portrety i grafiki. 
Umiera  21 sierpnia 1954 r., w 1959 r. urna z jego prochami powraca na Śląsk: tym razem do Görlitz, gdzie spoczywa na cmentarzu mikołajowym (Nikolaifriedhof).
W latach 20. XX wieku stworzył malowidło ścienne w jeleniogórskim Marienkirche (obecna cerkiew prawosławna). To dzieło nie zachowało się do naszych czasów.
Na ten temat:
Avenarius Johannes Maximilian [Johma] - biogram autorstwa Eli Ratajczak 
Hala Rajska - Muzeum Miejskie Dom Gerharta Hauptmanna

03.01.2011

Jakuszyce - wyścigi psich zaprzęgów


Jakoś zebrało się dzisiaj na psie treści w postach...
Od 6 do 9 stycznia w Jakuszycach i na części tras biegowych w przyległej części Gór Izerskich odbędą się zawody psich zaprzęgów "Border Rush! 2011" z cyklu Husquarna - Tour. 

RAMOWY PROGRAM HUSQVARNA TOUR 2011 
  • 6 stycznia 2011r. - godz. 12.00: start do etapu no. 5 - 30 km 
  • 7 stycznia 2011r. - godz. 19.00: start do etapu no. 6 - 30 km ( etap nocny ) 
  • 8 stycznia 2011r. - godz. 11.00: start do etapu no. 7 - 30 km 
  • 9 stycznia 2011r. - godz. 10.00: start do etapu no. 8 - 16 km; godz. 14.00: Ceremonia Dekoracji Zwycięzców oraz wręczenie nagród. 


Na starcie Husqvarna Tour 2011 staną najlepsi maszerzy (osoby prowadzące zaprzęg) z całego świata. Maszerzy startują w trzech klasach ze względu na ilość psów w zaprzęgu. W klasie limitowanej na zaprzęg składa się maksymalnie 6 psów, zaś w klasie nielimitowanej od 8 do 10 psów. Trzecią kategorią jest ski-jouring, czyli wyścig narciarzy ciągniętych przez psy.

I odpowiedni plakacik:

Zapnij psa na smycz!

Zima nas nawiedziła prawdziwa w Kotlinie Jeleniogórskiej, zima od jakiej zdążyliśmy się już odzwyczaić: my ludzie, ale i zwierzęta żyjące dziko w otaczających Jelenią Górę lasach. Nieomal codziennie rano, spacerując z Frodą widzę na skraju lasu lub na łąkach, pokrytych dość pokaźną warstwą śniegu, przemykające sarny, szukające czegoś do zjedzenia. Trudny to dla nich czas. Wprawdzie gdzieniegdzie leśnicy i zarządcy kół łowieckich zadają siano do paśników, ale przecież przed nami jeszcze ze dwa miesiące "białej pory roku". Sarny zbliżają się więc coraz śmielej do siedzib ludzkich, głównie odwiedzając śmietniki, gdzie często trafi im się smakowitszy kąsek. Ale także spotkanie z innymi, "wypasionymi", domowymi zwierzętami: z psami. 
Froda jako przedstawiciel rasy kanapowo-pieszczotliwej nie jest szczególnie zainteresowana gonieniem sarenek. Mimo tego, gdy rankiem wchodzę w las strupicki, albo idę na łąki w kierunku Dziwiszowa - zapinam ją na smycz. Ślady obecności saren spotykamy na każdym kroku.
Sarnie legowisko: jama wytopiona w śniegu
Niestety w Jeleniej Górze doszło już tej zimy do licznych przypadków pogryzienia, a nawet zagryzienia saren przez psy - jak pisze Konrad Przezdzięk w Jelonce.com. Straż Miejska potwierdza liczne zgłoszenia takich zdarzeń. Na stronie także dość krwawe zdjęcia rozszarpanych sarenek...
Bardzo więc proszę właścicieli psów, szczególnie tych które polowanie mają we krwi, by zechcieli zapinać je na smycz. Już samo gonienie saren - dla psów zajefajnista zabawa - powoduje ogromny stres i zagrożenie dla porożaków. A uciekanie w głębokim, częściowo zlodowaciałym śniegu, kosztuje sporo cennej energii i grozi poważnymi kontuzjami sarnich nóżek, czyli cewek. Szanujmy naszych sąsiadów czworonożnych z podmiejskich lasów...
Sarny na Zabobrzu

01.01.2011

Jeleniogórskie ciekawostki meteorologiczne

Jelenia Góra w grudniu zapisała się jako jedna z najzimniejszych miejscowości w naszym kraju. Aż przez siedem dni temperatura przekraczała minus 20 stopni.
Kotlina Jeleniogórska to bardzo specyficzne miejsce w południowo-zachodniej Polsce. Podczas napływu najzimniejszych mas powietrza notuje się tu jedne z najniższych temperatur w kraju, natomiast, gdy wieje fen znad Sudetów, jest z kolei najcieplej.
Lodowato jest najczęściej podczas wiatru południowo-wschodniego, kiedy cała kotlina spowijana jest przez gęste mgły osadzające szadź. W grudniu 2010 r. przez siedem poranków temperatura spadała poniżej minus 20 stopni. Zdecydowanie najzimniej było nad ranem 16 grudnia, gdy termometry na ulicach Jeleniej Góry pokazały aż minus 26,7 stopnia. Jeszcze mroźniej było przy samym gruncie, gdzie zanotowano minus 30 stopni.
Przez kolejne sześć nocy i poranków temperatura przekraczała minus 15 stopni, dochodząc do minus 20 stopni. Jednak mimo tęgich mrozów, w grudniu były też cieplejsze noce. W najcieplejsze z nich temperatura nie spadała poniżej minus 1 stopnia.

W najbliższym czasie temperatura nie będzie już ekstremalnie niska. Przeważnie nie będzie przekraczać minus 10 stopni, jedynie w czwartkowy (6.01) poranek obniży się do maksymalnie minus 15 stopni.
(z portalu twojapogoda.pl)

Flagi

free counters