18.09.2010

Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej 2010

Wystartowali wczoraj o 20:00 spod "Marysieńki" w Szklarskiej Porębie. Przed nimi ponad 145 km marszu, limit czasu: 48 godzin, meta w punkcie wyjścia. Trasa na obrazku. Zaliczą Karkonosze z wejściem na Śnieżkę, Rudawy Janowickie, Góry Kaczawskie i Góry Izerskie. Gdy to piszę (godzina 8:00) - pierwsi wyczynowcy zbliżają się do zamku Bolczów. 

Przed nimi jeszcze 1,5 doby marszu, choć rekordziści przechodzą tę morderczą trasę w niewiele ponad dobę. Na stronie organizatorów - poza wszelkimi informacjami bieżącymi i rysem historycznym imprezy - także aktualizowana podstrona z SMS-ami i MMS-ami od uczestników. Nie wiem, czy warto próbować przejścia, wiem, że wszystkich uczestników podziwiam i życzę im wytrwałości, żelaznych (ale dobrze naoliwionych) kolan i stawów skokowych, w dalszym ciągu tak pięknej pogody, jak w obecnej chwili - i spotkania w jak najlepszej formie na mecie w Szklarskiej Porębie. 

16.09.2010

Jeleniogórska ruletka wyborcza: Obrębalski zmienia sztandar

Marek Obrębalski
Marek Obrębalski (PO), prezydent Jeleniej Góry, ogłosił dzisiaj, że w wyborach samorządowych będzie ubiegał się o reelekcję z poparciem samorządowego środowiska związanego z Rafałem Dutkiewiczem.
Będzie też startował do Sejmiku Województwa Dolnośląskiego z pierwszego miejsca list niepolitycznego stowarzyszenia Dolny Śląsk XXI, którego liderem jest Rafał Dutkiewicz. A to jest równoznaczne z wystąpieniem z Platformy, z środowiskiem której pozostaje od dawna.
- W swojej działalności kieruję się wyłącznie wielokierunkowym dobrem miasta, a nie partyjnymi wskazaniami – oświadczył Marek Obrębalski. – To wywołuje niezadowolenie niektórych działaczy jeleniogórskiej Platformy Obywatelskiej, którzy na pierwszym miejscu stawiają lojalność partyjną i partykularne interesy, a nie dobro Jeleniej Góry i jej mieszkańców – dodał.
Jego wcześniejsze decyzje wzbudziły sprzeciw w lokalnym środowisku PO, w szczególności powołanie na stanowiska zastępców prezydenta Jerzego Lenarda i Miłosza Sajnoga oraz dymisja byłego wiceprezydenta  Zbigniewa Szereniuka.
(źródła: Gazeta Wyborcza, Jelonka, źródła własne)

Trudno zmierzyć szansę naszego Obrębajkowego Obrębamy w ogłoszonych na 21 listopada 2010 wyborach samorządowych. Najwyraźniej pan prezydent sam nie jest pewien wyniku wyborów w mieście, którym kierował przez dobiegającą końca kadencję, skoro rezerwowo startuje więc także w wyborach do Sejmiku Wojewódzkiego. Osobiście nie szczędziłem krytycznych słów pod jego adresem w trakcie sprawowania przezeń urzędu, lecz niewątpliwie odniósł pan Marek Obrębalski jako prezydent także sporo sukcesów. Pod jego rządami Jelenia Góra pozyskała bardzo znaczne kwoty z różnych programów operacyjnych i rozwojowych UE; rozpoczęły się sztandarowe inwestycje w mieście, o których realizacji mówili bodaj wszyscy dotychczasowi włodarze miasta - jeno żaden z nich nie potrafił ruszyć ich z miejsca: Termy Cieplickie, obwodnica, Młynówka - by wymienić najbardziej spektakularne. O rzeczach, które nasz Obrębajka zawalił już wielokrotnie na tym blogu pisałem, dodam więc jeszcze jedną, może nie tak istotną z punktu widzenia rozwoju miasta, ale bardzo ważną w kampanii wyborczej. Oto ani sam prezydent, ani jego specjalnie w tym celu powoływani fachowcy (także "zewnętrzni") nie potrafili zmienić kiepściutkiego "obrazu medialno-społecznego" pana doktora. Obrębalski nie umie ani przemawiać, ani rozmawiać z dziennikarzami (choćby naszej nieszczęsnej "Dami"), co zaskakuje, zważywszy, że był całkiem niezłym wykładowcą na AE (dzisiaj: Uniwersytet Ekonomiczny). Spin-fachowcy nie wyeksponowali jego dokonań - czy to w sferze inwestycji, czy w sferze społecznej, nie potrafili wytrącić przeciwnikom argumentów krytycznych. 
Natomiast za bardzo sprytne posunięcie uważam powołanie na swojego zastępcę Sajnoga, który dzięki temu został całkowicie spacyfikowany. W kampanii Obrębalski nie musi obawiać się kandydata PiS-u: zdaje się, że działania pana Kaczyńskiego obrzydziły tę polityczną sektę także większości jeleniogórzan. 
Z pewnością najgroźniejszym jego konkurentem będzie Marcin Zawiła, który walczyć będzie nie tylko o prezydenturę miasta, ale także o honor Platformy Obywatelskiej w Jeleniej Górze, której Obrębalski najwyraźniej pokazał "wała".


PS: Na reakcję nie trzeba było długo czekać: jeleniogórscy (bez)radni PO wydali oświadczenie, posługując się w nim "językiem zgody" właściwym w zasadzie członkom PiS, nazywając Marka Obrębalskiego "wasalem Wrocławia". To ciekawe, bo gdy PeOwski wicek miasta, Jerzy Łużniak, w te pędy poleciał do Sejmiku Wojewódzkiego, zwalniając stanowisko nieomal bez zapowiedzi, nikt w PeO nie rzucał  w niego mięskiem.
Nota bene - na stronie internetowej jeleniogórskiego koła PO pan Obrębalski przedstawiany jest nieustająco jako lider PO w mieście. No, przynajmniej jeszcze dzisiaj o 18:30. 



Bukowiec z odremontowaną herbaciarnią i wieżą




Dzięki staraniom Fundacji Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej kolejne punkty widokowe zostały udostępnione  turystom.  W ramach realizowanego przez Fundację projektu pn. „Rewitalizacja punktów widokowych na terenie zabytkowego parku w Bukowcu w Gminie Mysłakowice” dobiega końca odbudowa dawnego Pawilonu Herbaciarni oraz Wieży Widokowej w Bukowcu.

Przy Herbaciarni, znajdującej się w centrum wsi, zostały odbudowane boczne skrzydła, rozebrane jeszcze w latach trzydziestych XX wieku. W trakcie robót budowlanych przy pawilonie zostały odtworzone dawne ścieżki spacerowe oraz pierwotne zagospodarowanie całego wzgórza. Istotnym elementem prac było uczytelnienie osi widokowej w kierunku Śnieżki.
Drugim obiektem odbudowanym w ramach projektu jest Wieża Widokowa położona na wzgórzu w niewielkim oddaleniu na północ od wsi. Po zabezpieczaniu konstrukcji budowli, zostały zamontowane stalowe schody prowadzące na znajdującą się na wieży platformę widokową, z której podziwiać można przepiękną panoramę Karkonoszy oraz Rudaw Janowickich.
Są to pierwsze prace mające na celu pełną rewitalizację założenia parkowego w Bukowcu w celu jego pełnego udostępnienia dla turystów. Park w Bukowcu jest jednym z najwcześniejszych przykładów założenia romantycznego na terenach Dolnego Śląska. Powstał na początku XIX wieku i obejmował obszar ponad 200 hektarów. Na jego terenie znajdowały się liczne pawilony parkowe pełniące funkcje punktów widokowych.
Projekt „Rewitalizacja punktów widokowych na terenie zabytkowego parku w Bukowcu w Gminie Mysłakowice” jest współfinansowany przez Unię Europejską, z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego dla Województwa Dolnośląskiego na lata 2007-2013.
.
Linki do tematu: 
O Bukowcu i rewitalizacji 
Fundacja Doliny Pałaców i Ogrodów (zdjęcia)

13.09.2010

Na rocznicę śmierci Jana Izydora - miły odzew z Nowego Sącza

Po wczorajszym krótkim, blogowym wspomnieniu Sztaudyngera dzisiaj dotarł do mnie elektroniczny list o następującej treści:
Witam serdecznie,
w niedzielę 12-go minęła 40 rocznica śmierci Jana Sztaudyngera.
Z okazji tej rocznicy Poczta Polska w Nowym Sączu wydała pamiątkową kartkę
pocztową i okolicznościowy stempel filatelistyczny, których reprodukcję
przesyłam w załączniku (do ew. wykorzystania na stronie 'Nieregularnika nieperiodycznego').
Pozdrawiam
Wiesław Mochnacki, Centrum Poczty ORJ - Marketing
w Nowym Sączu
Z wielkimi podziękowaniami za pamięć o Zmarłym oraz za propozycję wykorzystania rocznicowych materiałów - zamieszczam obie reprodukcje. Przykro tylko, że o dacie wczorajszej nie pomyślał nikt w Szklarskiej Porębie... (dopisek: ostatnie zdanie jest nieprawdziwe, proszę przeczytać SPROSTOWANIE)


40 lat temu, 12 września 1970 roku zmarł w Krakowie i został pochowany, tak jak sobie życzył, na Cmentarzu Salwatorskim:

J – Juhasem jestem czasem, na niebie baranki pasę
A – Aby zachować twarz, kilka na zmianę masz
N – Na każdego człowieka główna przegrana czeka


S Skądkolwiek wieje wiatr, zawsze ma zapach Tatr
Z – Zapomniał wół – co bykiem czuł
T – Tyś moja, jam twój – kupię ci Ewy strój…
A – Ach, czy mi jest sądzone, przegadać kiedy żonę?
U - Usta płatki różane, czyż ich za róże dostanę?
D – Daruj minutom. dniom, godzinom - Miną
Y - Yyy... tu nic nie znalazłem! (W.M.)
N – Na cóż cała sława, gdy kryje cię murawa
G – Gderał dym na kominie, gdy ja minę – wszystko minie
E – Efekt czystek – wypłynął chłystek…
R – Rozkosze nocne staruszka, to jasiek i poduszka


poeta, wybitny fraszkopisarz, tłumacz klasyków literatury niemieckiej: Goethego, Kleista, Gertrudy von Le Fort, znakomity znawca teatru lalek, autor książki Marionetki, wspomnień Szczęście z datą wczorajszą i Chwalipięta - czyli rozmowy z Tatą (współautor Anna Sztaudynger-Kaliszewicz), sztuk scenicznych - Jak zwykle wszystko winą jest Amora i dramatu Apostoły. Po wsze czasy pozostanie w naszej pamięci dzięki swej twórczości…
Ku przypomnieniu tej rocznicy Poczta Polska w Nowym Sączu wydała okolicznościową kartkę pocztową i pamiątkowy stempel filatelistyczny, które można będzie nabyć na Poczcie Głównej w Zakopanem (34-500) przy ul. Krupówki 20.
(Autorem powyższego tekstu jest Pan Wiesław Mochnacki, a treść adiustowała 
córka Nieodżałowanego Jana Sztaudyngera, Pani Doktor Anna Sztaudynger-Kaliszewicz)
.

12.09.2010

40 rocznica śmierci Jana Izydora Sztaudyngera


Urodził się 28 kwietnia 1904 roku w Krakowie w rodzinie o korzeniach polskich, niemieckich i francuskich. Wiersze pisał już w dzieciństwie. Ukończył polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, przez cały okres studiów był członkiem grupy literackiej Helion. Jan Izydor Sztaudynger debiutował tomikiem wierszy "Dom mój" w roku 1925. W latach 1928-1935 pracował jako nauczyciel szkół średnich, organizator i teoretyk teatrów lalkowych. Napisał m.in. prace "Marionetki" (1938) i "Teatr lalek w Polsce" (1961).

Po wybuchu wojny Sztaudynger został aresztowany przez Niemców, osadzony w obozie przejściowym, a następnie przesiedlono go do wsi Malice w Sandomierskim, gdzie kontynuował pracę nauczyciela w miejscowym gimnazjum. Po wojnie wykładał na kursach teatralnych organizowanych m.in.: we Wrocławiu, Jeleniej Górze i w Szklarskiej Porębie, gdzie mieszkał w latach 1947-1950.

W roku 1950 poeta musiał opuścić dom przy ulicy 1 Maja 55 w Szklarskiej Porębie. Wojciech Natanson wyjaśnia powód tej eksmisji: „Jakiś zazdrosny amator (milicjant) złakomił się na dom odbudowany przez poetę znacznym kosztem i wysiłkiem. Pretekstem stało się mechaniczne zastosowanie przepisu, w myśl którego nie wolno było posiadać dwóch mieszkań, nawet w różnych miejscowościach”, Sztaudynger bowiem posiadał w Łodzi małe mieszkanie. Poeta próbował tłumaczyć, ze taka „miejsko-wiejska dwoistość”, potrzeba jest mu do pracy literackiej, ponieważ jest źródłem inspiracji. Przepis, niestety, wyegzekwowano i autor Piórek z gór musiał opuścić dom i wrócić do Łodzi. W rozmowach z córką Sztaudynger stwierdza, za ta przykrość „zakrwawiła mu serce”. Mimo odczuwanego żalu, w roku 1966 przyjechał na wieczór autorski w Cieplicach w sali klubu Gencjana, który odbył się 24 września 1966 roku, wzbudzając swym występem aplauz u licznie zgromadzonej publiczności. Jerzy Kolankowski w swoich wspomnieniach akcentuje myśl o próbie mieszkańców Szklarskiej Poręby ściągnięcia poety, jednak ten pozostał nieugięty.

W roku 1954 w serii Biblioteka Satyry wydawnictwa Czytelnik ukazał się tomik fraszek "Piórka". Początkowy nakład wynosił 5000 egzemplarzy, jednak gorące przyjęcie ze strony czytelników sprawiło, iż wyprzedano 65 000 egzemplarzy w przeciągu trzech lat. Od tej pory poeta zaczął więcej uwagi poświęcać temu gatunkowi literackiemu. Po kilkuletnim pobycie w Łodzi w roku 1955 poeta przeniósł się do Zakopanego, gdzie mieszkał do końca życia.

Sztaudynger marzył, aby być poetą lirycznym, tworzyć religijne dramaty, ale najlepiej wychodziły mu drobne satyryczne fraszki. Do czytelnika swoich utworów zwrócił się tymi słowami: "Miły czytelniku, upraszam Cię wielce, Nie pij fraszek haustem - sącz je po kropelce". Jak wspomina córka poety, Anna Sztaudynger-Kaliszewicz: "Łatwość pisania fraszek i zdolność natychmiastowej rymowanej riposty była dla ojca radością, ale i utrapieniem. We wspomnieniach pisał, że przekorne czy frywolne fraszki przychodziły mu do głowy w sytuacjach całkiem poważnych, kiedy właściwie licowała tylko zaduma czy powaga, a on krztusił się, powstrzymując śmiech".

Niektóre fraszki Sztaudyngera były komentarzem do życia politycznego, np.: "A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki" albo "Polska A Polsce B Każe się całować w D." czy "Forsy mają pełne kiesy, a w gębie same wzniosłe frazesy". Wiele z tych drobnych utworów odnosi się do stosunków damsko-męskich, jak fraszki "Dniem czcić kobiety - po co? Ja czczę kobiety - nocą!", "Ja byłem zwierzę. Ona święta. Ale szeptała: - Lubię zwierzęta!" czy też "Każda jej pozycja to już propozycja", "Amor - to jest naturalne - lubi czyny amoralne". Do skarbnicy polskich przysłów przeszedł apel: "Myjcie się, dziewczyny, nie znacie dnia ani godziny".

Najwięcej z fraszek Sztaudyngera wyraża jednak życiowe mądrości i prawa, jak na przykład: "Cóż pozostało cioci, jak być aniołem dobroci", "Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, ale lepiej się łudzić przy dobrym obiedzie", "Powiedzą ci sąsiedzi, co masz wyznać na spowiedzi" czy "Innych nie sądzę, sam też lecę na pieniądze". Kiedy w latach 50. nie umieszczono Sztaudyngera w antologii satyry, najpierw oburzony chciał napisać protest i wystąpić ze Związku Literatów, ale po chwili roześmiał się i powiedział: "Załatwię ich fraszką". Napisał: "Nie ma mnie w antologii stu trzydziestu trzech/ Ach, jaki to dla niej, a nie dla mnie pech!".

Jedną z ostatnich fraszek Sztaudyngera, napisanych przed śmiercią w 1970 roku, był "Testament": "Żyłem z wami, kochałem i cierpiałem z wami, Teraz żyjcie, kochajcie, cierpcie sobie sami".

Zmarł w Klinice Neurologicznej w Krakowie 12 września 1970 roku.

Geopark w Karkonoszach


"Geopark to obszar o zdefiniowanych granicach, zawierający pojedyncze lub mozaikowo rozłożone obiekty o wybitnych walorach geologicznych (geotopy), wartościowe dla geoturystyki i edukacji, które zostały udokumentowane w drodze przeprowadzonej inwentaryzacji i oceny. Za utworzeniem na danym obszarze geoparku mogą przemawiać również dodatkowe jego atuty, takie jak: występowanie stanowisk archeologicznych, skupisk obiektów i obszarów o dużym znaczeniu dla ochrony przyrody, wybitne wartości historyczne i kulturowe regionu.
Wymagania stawiane geoparkom zawierają się w dwóch podstawowych i współzależnych zadaniach. Jednym z nich jest ochrona dziedzictwa geologicznego poprzez efektywne zabezpieczanie stanowisk, szeroką promocję nauk geologicznych oraz propagowanie ich funkcji edukacyjnych i turystycznych, a drugim zadaniem jest stosowanie bezkonfliktowego wykorzystywania naturalnych walorów obszaru w lokalnej polityce zrównoważonego rozwoju społecznego i ekonomicznego.
Karkonoski Park Narodowy (KPN) charakteryzuje się bogactwem geologicznym i unikatową rzeźbą. Obszar ten cechuje różnorodność rodzajów i form skał oraz typów krajobrazu, a także wyraźnie wykształcone piętra roślinne, zaznaczające się na małym obszarze.
Jest to trzeci geopark krajowy w Polsce. Po raz pierwszy status 'Geoparku krajowego' nadano w październiku 2009 r. polskiej części Łuku Mużakowa, a kolejny w czerwcu br. regionowi Góry Św. Anny".
Ze strony internetowej Ministerstwa Środowiska

11.09.2010

Kaplice na cmentarzu przy Kościele Łaski (obecnie: Kościół Garnizonowy Podwyższenia Krzyża Świętego)


"5 lipca 1759 r. Fryderyk II zawitał na noc w domu ogrodowym Gottfrieda, udzielił też audiencji w położonym nad kuchnią dużym pokoju w tym skrzydle, które sąsiaduje obecnie z parcelą przemysłowej szkoły dla dziewcząt. Król wezwał starszych cechu kupieckiego Hessego i Kießlinga, by usłyszeć od nich, jaka jest sytuacja handlu po wojnie. Podczas rozmowy Fryderyk stał przy oknie. Na koniec skinął dłonią w kierunku przypominających domy kaplic grobowych na cmentarzu Kościoła Łaski:
– Co to za domy?
– Grobowce, Wasza Wysokość!
– To przecież pałace! Do kogo należą?
– Do tutejszych kupców.
– Tak więc jeleniogórscy kupcy pokazują swe bogactwo także po śmierci - zatem kupiectwo musi przynosić wielkie bogactwo. 
Na to Kießling odrzekł: 
– Grobowce powstały za czasów Cesarstwa, wówczas handel przynosił większe zyski, niźli teraz. 
Król odrzekł z uśmiechem: 
– Więc z pewnością zostało z nich coś na czasy królestwa".
Ten wyimek z "Kroniki miasta Jelenia Góra" autorstwa Moritza Vogta pokazuje, jak pełen przepychu i bogactwa był przykościelny cmentarz ewangelicki w Jeleniej Górze, którego kaplice zrobiły wrażenie nawet na królu pruskim. 


Cmentarz już od ponad 100 lat nie ma funkcji nekropolii, jest dzisiaj założeniem parkowym, otaczającym kościół, a kaplice zostały zdewastowane i splądrowane po II wojnie światowej. W latach 1979 - 1990 poddane zostały częściowej renowacji.
I oto jesienią 2010 r. rozpocznie się kolejny etap rewitalizacji parku i renowacji kaplic grobowych. Pod nazwą "Rewitalizacja zespołu barokowych kaplic nagrobnych w Jeleniej Górze wkładem w ochronę europejskiego dziedzictwa kulturowego" rusza projekt o łącznej wartości 7 881 260 zł (z czego niemal 6,7 miliona to dofinansowanie ze środków UE). Rewitalizacja zespołu barokowych kaplic nagrobnych obejmuje zarówno kompleksową renowacja kaplic, jak również wykonanie zupełnie nowych alejek parkowych, nasadzenie krzewów ozdobnych czy zamontowanie parkowych ławeczek i koszy na śmieci. Na odnowionym terenie pojawi się też nowe oświetlenie ze stylizowanymi oprawami słupów. Barokowe rzeźby i detale architektoniczne wieczorami uwydatnią kapliczki podświetlone światłem diodowym LED oraz projektorami ksenonowymi. Cały teren zostanie też doposażony w kamery stacjonarne połączone z monitoringiem wizyjnym miasta.
Plan cmentarza przy ewangelickim Kościele Łaski

Wczoraj pomaszerowałem na dawny cmentarz, by uwiecznić obecny stan kaplic. Ogromnie się cieszę, że odzyskają dawną świetność same kaplice i że - być może - park przykościelny stanie się zieloną perełką w Jeleniej Górze. 











Trochę linków:

Jelonka.com 

Kościół Garnizonowy (dawny ew. Kościół Łaski) 

InvestMap 

Przetarg na roboty 
.

08.09.2010

Z Wlenia przez Janówek, Okole, Dziwiszów do Jeleniej Góry

Podobną wycieczkę zrobiliśmy sobie już 3 lata temu, teraz postanowiliśmy ją powtórzyć w lekko zmodyfikowanej formie. Góry Kaczawskie, które codziennie oglądamy z okien naszego mieszkania, są chyba najmniej "uturystycznioną" częścią Pogórza Sudeckiego, dzięki czemu to właśnie tutaj można jeszcze cieszyć się niemal nieskalaną przez człowieka przyrodą ożywiona i nieożywioną.
O Wleniu pisałem już kilkakrotnie, chociażby w tym poście. Z rodzinnego miasteczka mojej małżonki wyruszyliśmy w kierunku Tarczyna, maleńkiej wsi o charakterze letniskowym, położonej w północnym grzbiecie Gór Kaczawskich na wysokości ok. 430 m. Rozciągają się stąd widoki na Karkonosze, Góry Kaczawskie oraz Pogórze Izersko-Kaczawskie.
Sioło Tarczyn
Przy drodze do Tarczyna, wąskiej asfaltówce, rosną niezliczone krzewiny jeżyn. W tym roku nie zdążyły nabrać charakterystycznej słodkości: pogoda widać nie sprzyjała. 
Jeżynowe Eldorado
W Tarczynie znajduje się bardzo ładny obiekt agroturystyczny: "Dom Nad Polami". Zabrakło nam czasu, by Dom zwiedzić, polecam więc stronę internetową.
"Dom Nad Polami"
Nasza trasa wiodła dalej przez Babiniec, Przełęcz Rząśnicką, Rogatkę do Orzechowic. Pogoda piękniała, a wraz z nią piękniały widoki.
Widok z ambony na Babińcu (486 m)
Kilka razy pomyliliśmy drogę: szlak żółty, którym wędrowaliśmy, oznakowany jest bardzo licho, ale dzięki doskonałej mapie z wydawnictwa Plan udało się nam nie zagubić całkowicie.
Studiuję mapę, a Frodę aż skręca ze śmiechu...
Niekoniecznie czytelne oznakowanie szlaków (tu: niebieski i żółty pod Czarcią Amboną)
W kolonii Orzechowice (poczta Rząśnik)natknęliśmy się na przewspaniałe źrebię (jak podejrzewam: rasy kaczawskiej).
Orzechowicki źrebak rasy kaczawskiej (mama z tyłu)
Pomimo chłodnych już nocy w lesie wysyp grzybów - nie tylko przepięknych i jadalnych purchawek, czy opieniek.
Purchawka chropowata (Lycoperdon perlatum)

Około godziny 14:30 dostrzegliśmy wieże telekomunikacyjne na Łysej Górze nad Dziwiszowem. Do domu jednak było jeszcze dość daleko.
Maszty telefoniczne na Łysej Górze
Postanowiliśmy wdrapać się na Okole, najwyższe wzniesienie Grzbietu Północnego Gór Kaczawskich. Mapa określa jego wysokość na 714 m, w rzeczywistości jest o 4 metry wyższy, zwieńczony koroną skałek zbudowanych z zieleńców.

Okole ze skalistym zwieńczeniem
Z Okola czekało nas jeszcze 1,5 godziny wędrówki do Dziwiszowa, skąd miejskim autobusem dojechaliśmy do Jeleniej Góry.
W sumie spędziliśmy prawie 12 godzin na wędrówce (wliczając w to dojazd PKS-em do Wlenia i powrót z Dziwiszowa). Góry Kaczawskie po raz kolejny nas oczarowały i - co przyznajemy szczerze - mocno zmęczyły. Ale było warto!

07.09.2010

Europejskie Dni Dziedzictwa 2010


"Europejskie Dni Dziedzictwa (EDD) to największy w Europie projekt społeczny i edukacyjny, najważniejsze święto zabytków kultury Starego Kontynentu. Ich idea narodziła się 3 października 1985 r. w Granadzie w Hiszpanii podczas II Konferencji Rady Europy, na której minister kultury Francji zaproponował zorganizowanie w całej Europie zainicjowanych we Francji w 1984 r. Dni Otwartych Zabytków. Wówczas po raz pierwszy bezpłatnie udostępniono zwiedzającym obiekty, do których dostęp dotychczas był ograniczony. Inicjatywa cieszyła się tak dużym zainteresowaniem, że w 1991 r. zainspirowała Radę Europy do ustanowienia Europejskich Dni Dziedzictwa". 
Hasłem przewodnim tegorocznych EDD jest "Od pomysłu do przemysłu", a regionalnym koordynatorem przedsięwzięcia na Dolnym Śląsku zostało Muzeum Etnograficzne we Wrocławiu. Program jest przebogaty, afisz znajduje się poniżej. Subiektywnie najbardziej przypadły mi do gustu takie oto atrakcje:
W Lwówku Śląskim:
Zwiedzanie browaru                                                            
11-12. września: w godzinach 9.00-14.00
18-19. września: w godzinach 9.00-14.00
Zwiedzanie zajmuje ok. 1,5 godz.,wielkość grup maks. 25 osób. Organizator: Browar Lwówek 1209 • ul. Traugutta 7, 59-600 Lwówek Śląski • pani Irena Galicka • tel. 883 616 101. 

W Piechowicach:
Huta „Julia” (firma KOLGLASS), ul. M. Roli-Żymierskiego 73           
11-12. września: w godzinach 8.00- 13.00
18-19. września: w godzinach 8.00- 13.00
Zwiedzanie Huty „Julia”, ul. M. Roli-Żymierskiego 73, 58-573 Piechowice • Agnieszka Blacheta • tel. 75 761 24 13 • faks 75 761 24 16 • e-mail: a.blacheta@crystaljulia.com

We Wleniu:
Pałac Książęcy, ul. Winiogórska 11                                                                       
11. września o godzinie 12:00: „Nasz przemysł – Nasza historia”, prelekcje na temat fabryki zegarów i wleńskich wyrobów.
12. września o godzinie 12:00: „Nasz przemysł – Nasza historia”, prelekcje na temat kolejnictwa na Dolnym Śląsku oraz trasy Lwówek Śląski – Jelenia Góra. Ponadto wystawa starych pocztówek o kolejnictwie; wystawy fotograficzne – fabryka zegarów, mosty kolejowe, koleje dolnośląskie; wystawy rękodzieła; Konkursy i zabawy dla dzieci. Możliwość spróbowania wyrobów kuchni regionalnej.

W Łomnicy:
Pałac i Folwark, ul. Karpnicka 3                                                                         
11. września, godz. 15:00: Otwarcie wystawy „Bibułowe kwiaty” – czynna do 30.11.
11-12. września w godz. 10:00-18:00: „Od nasiona do nici” – len na folwarku.
18-19. września w godz. 10:00-18:00: „Ginące zawody” – pokaz warsztatów.
Podczas obchodów EDD będzie czynny warsztat kowalski.
Organizator » Dominium Łomnica Fundacja Rozwoju Krajobrazu Kulturowego • ul. Karpnicka 3, Łomnica 58-508 Jelenia Góra • Jolanta Suchorab – prezes • tel. 75 713 06 40 • tel. 798 427 655 • e-mail: dominium@palac-lomnica.pl

Sądzę jednak, że przy tak bogatej ofercie każdy znajdzie coś interesującego dla siebie. Warto korzystać z takich imprez, bo nasza wiedza o historii naszej "Małej Ojczyzny" jest - co konstatuję z wielką przykrością - bardzo ograniczona.
(Ze względu na rozmiar poniższego szczegółowego programu EDD2010 na Dolnym Śląsku i spowodowaną przez to jego nieczytelność w 'Youpublisherze', należy ściągnąć go na komputer z Youpublishera i otworzyć w programie do odczytu plików pdf)

Imprezy EDD2010
Linków kilka: 
Strona EDD2010 w Polsce
Strona Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu 
Strona Krajowego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków (KOBiDZ)

06.09.2010

Niedzielny wypad do Kořenova, Jizerki, na Orle i do Jakuszyc

Poranki są nadspodziewanie zimne, ten niedzielny rozgrzał termometr zaokienny do całych 5°C. Jednak pełni wiary w prognozę pogody (która wprawdzie nie zwiastowała upałów, ale obiecywała dzień bez opadów) ruszyliśmy do Szklarskiej Poręby Górnej, by sprawdzić kolejowe połączenie do Kořenova (docelowo kolej ma dojeżdżać do Tanvaldu, a w przyszłości nawet do Liberca, ale póki co Bracia Czesi wzięli się za remont torowiska pomiędzy Kořenovem a Tanvaldem).
Ze Szklarskiej wystartowaliśmy punktualnie o godzinie 7:15 czyściutką, ogrzaną Pesą.

Trochę cyrku przy zakupie biletów: oto u polskiej pani kierownik pociągu płaci się za przejazd do Jakuszyc, natomiast dalszą trasę opłaca się w złotówkach lub koronach u czeskich konduktorów. Za dwie dorosłe bezzniżkowe osoby i psa (za którego stała opłata 4 zł niezależnie od przejechanych kilometrów w Polsce i... 1 zł w Czechach) zapłaciliśmy 10,80 zł (PL) i 5 zł (CZ).

Punktualnie o 7:50 dojechaliśmy do Kořenova. Dzień zapowiadał się w istocie słonecznie, choć temperatury już wyraźnie izersko-wrześniowe. 

Ruszyliśmy żółtym szlakiem ku dolinie Izery (Jizery), a następnie czerwonym w kierunku widocznej świetnie góry Bukovec (1005 m) i położonej za nią Jizerki. To raczej trasa spacerowa (9,5 km + podejście na Bukovec), w przeważającej części wytyczona biegnącą wzdłuż rzeki asfaltową drogą (rowerową). Dopiero w ostatniej części, u stóp wspomnianego Bukovca szlak wkracza na teren rezerwatu przyrody i wiedzie leśnymi duktami.
Most kolejowy na Jizerze i wejście na czerwony szlak

Śniadanie na asfalcie

Przy szlaku
Widok z Bukovca na Jizerkę i czeska część Gór Izerskich

Osada Jizerka

Połaziliśmy trochę "po wsi" - było jak na deptaku w porze urlopowej: mnóstwo ludzi, rodziny z dziećmi, głównie na rowerach. Knajpki pełne, a cykliści i piechurzy przemierzali krzyżujące się tu szlaki wzdłuż i wszerz. Nigdy nie byłem w malutkim, mieszczącym się w dawnej szkole Muzeum Gór Izerskich, więc postanowiliśmy zajrzeć i tu: wstęp 35 Kč.

Muzeum Jizerských hor

W muzeum

Jedna z licznych jizerskich restauracyjek - w Starym Tartaku

Zrezygnowaliśmy tym razem z czeskiego piwa, knedlików z gulaszem, czy 'smaženeho sýra': w plecakach mieliśmy sporo prowiantu, poza tym było ciut za zimno na siedzenie pod parasolami, a w tutejszych restauracjach czeskich obowiązuje zakaz palenia wewnątrz lokalu (ot, skutki nałogu mojego). Ruszyliśmy więc dalej, ku granicznemu mostkowi na Izerze i ku Orlu (z Jizerki to ledwie 2,5 km).

Mostek Graniczny na Izerze u podnóża Granicznika

Dojście do Staszkowego Orla od Granicznika

Na Orlu zabawiliśmy nieco dłużej - tu zawsze spotyka się znajomych, poza tym wypada zamienić kilka słów z Gospodarzem, którego niezwykle cenię i bardzo lubię. W schronisku, a głównie przed nim - ruch jak w ulu: dziesiątki psów, tabuny dzieci i tabuny rowerzystów oraz piechurów. Krótko po 16:00 ruszyliśmy jednak dalej, by przez Samolot dotrzeć do Jakuszyc - i ostatnim kursem z Kořenova dojechać do Jeleniej Góry. Szkopuł taki oto z tym połączeniem: z Jakuszyc pociąg rusza o 18:20, do Szklarskiej Górnej dojeżdża o 18:35 - i tu czeka aż do 19:11, by spacerowym tempem ruszyć do Piechowic (p.: 19:50) i już z normalną osobową prędkością dojechać do Jeleniej Góry o 20:13. Prawie 2 godziny z Jakuszyc do Jelonki (41 km) to niezbyt imponujące osiągnięcie. Podobno w przyszłym roku (pewnie w drugiej połowie lata) ma być lepiej: torowisko między Szklarską a Piechowicami jest remontowane.



Opisana trasa to miła, choć nie zachwycająca widokami (poza okolicami Jizerki i Orla) wędrówka. Jednak jak na "przetarcie" szlaku w Góry Izerskie od czeskiej strony i dość surową pogodę - była to bardzo miła eskapada.

Jako bonus: takie oto zdjęcie Frody w dzień po wycieczce (z godziny 11:15). Pies najwyraźniej dostał w kość. Mocno.

Flagi

free counters