29.06.2009

Hohenzollern wraca do Erdmannsdorf - Zillerthal

Już słyszę ("uszami wyobraźni"), jak szczękają miecze polskiej prawicy oraz wykolejeńców w rodzaju pana "pożal-się-boże-i-maryja" profesora Jerzego Roberta Nowaka: oto chcą Mysłakowice przypomnieć królewski epizod, który zdarzył się w historii ich miejscowości, i wykorzystać go turystycznie. Najpierw według Nowaka rozlała się w stolicy Śląska "regermanizacyjna fala": "Efekty przeglądania materiałów na temat ekspansji niemczyzny we Wrocławiu są wręcz przerażające. Okazało się, że Wrocław szybko dogania Opolszczyznę i Szczecin w działaniach regermanizacyjnych typu: przywracanie niemieckich nazw kosztem dotychczasowych polskich, otaczanie szczególnym pietyzmem różnych pamiątek niemieckiej przeszłości. Wielce ponurą rolę w tym względzie odgrywają miejscowe sprzedajne pseudoelity, zwłaszcza naukowcy gotowi do wielbienia Niemiec na klęczkach w zamian za wysokie granty, honoraria, wykłady, stypendia, nagrody i odznaczenia".
Pałac Królewski w Mysłakowicach
Teraz na zgubną drogę prusofilii wkraczają Mysłakowice: "Królewski pałac, królewski park i królewska droga w podjeleniogórskiej gminie Mysłakowice mają być gruntownie odrestaurowane. (...) - Prowadzimy rozmowy z trzema inwestorami. Chcemy, żeby wybrana przez nas firma zbudowała nową szkołę. W zamian oddamy jej pałac - tłumaczy wójt Mysłakowic. Wkrótce rozpoczną się też prace przy renowacji parku. Na początek odrestaurowane zostanie 3,5 hektara ogrodu i między innymi kaskady, które niegdyś łączyły dwa znajdujące się tam nieduże stawy" (cały tekst w Gazecie Wrocławskiej).
Fryderyk Wilhelm III Hohenzollern
A ja się tam cieszę i życzę wójtowi Zdzisławowi Pietrowskiemu (oraz mieszkańcom Mysłakowic) powodzenia w realizacji projektu. Z pewnością liczyć będą mogli na współpracę, a a może nawet pomoc Fundacji Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej, której plany zapierają dech w piersi (a ich realizacja powolutku postępuje). Z Mysłakowicami byłem związany emocjonalnie przez wiele lat, podczas niezliczonych spacerów w okolicach odkrywałem ślady wspaniałej i fascynującej przeszłości tej wsi i gminy (to przecież także Tyrolczycy, potężne niegdyś Królewskie Zakłady Lniarskie, pałace w Bukowcu, Łomnicy, Wojanowie, Dąbrowicy, Karpnikach, schronisko Szwajcarka i wiele innych wspaniałości) i rósł we mnie podziw dla austriackich i niemieckich (pruskich) architektów i inwestorów... Marzyłem, by kiedyś dane było mi ujrzeć chociaż w części przywrócone do stanu używalności obiekty i założenia krajobrazowe. Powoli tak się dzieje: Łomnica i Wojanów są przepiękne, w Karpnikach zrealizowano rewaloryzację Pałacu Dębowego, pałac królewski tamże oraz pałac w Bobrowie i w Dąbrowicy czekają na lepsze czasy (lepszych inwestorów), ale i one nie leżą odłogiem.
Fryderyk Wilhelm IV Hohenzollern
No, a że to wszystko "dobra poniemieckie"? Tak chciała historia. My, Polacy, przez 60 lat naszej bytności w Kotlinie Jeleniogórskiej wybudowaliśmy Zabobrze i osiedle XX-lecia w Cieplicach, moc hipermarketów, zdewastowaliśmy secesję jeleniogórską, potrafiliśmy przesłonić Chojnik bryłą zakładów PolColorit w Piechowicach, doprowadzić do spalenia się i ruiny dominium w Bukowcu, rozpieprzyć dokumentnie Hutę Józefiny w Szklarskiej Porębie... Mamy się czym chwalić? Nie bardzo, więc zachowajmy chociaż to, cośmy w spadku po Austriakach, Prusakach i Niemcach otrzymali.

Powódź i Po-PiSy Politykierów

Dramat powodzian z Kotliny Kłodzkiej, z Małopolski i innych zalanych regionów obserwujemy na ekranach TV (TVN 24 zalewa nas - nomen omen - dwoma rodzajami informacji: wysoką wodą i odumarciem Michaela Jacksona). Woda jak widać na pokazywanych zdjęciach i w reportażach gorsza jest od ognia... Jest wysoka woda jednak również okazją (jakież wyczucie sytuacji!) dla polityków PiS i PO do przerzucania się kolejnymi oskarżeniami, bardziej lub mniej uzasadnionymi oraz dla wszystkich macherów politycznych szansą, by "zaistnieć" (z urzędowo zatroskaną twarzą, chociaż głupkowaty, przyrośnięty do gęby uśmiech Schetyny raczej trudno nazwać "troskliwym") w mediach ogólnopolskich i lokalnych. Wyjątkowo więc zgadzam się z panem posłem Brudzińskim, który wyjazd wicepremiera Schetyny do Kotliny Kłodzkiej nazwał wizerunkowo-kabaretowym. Zawsze mnie zastanawiało, czego politycy szukają (poza wyżej wymienionymi "bonusami") na terenach dotkniętych klęską, czy też w miejscach ludzkich tragedii (vide pożar w Kamieniu Pomorskim). Szczególnie wobec faktu, że obie ekipy polityczne nie podjęły większych prób, by zapobiec przynajmniej na niektórych obszarach rozmiarom klęski:
– Poprzedni rząd nigdy nie przygotował antypowodziowego programu – ripostował w programie Adam Szejnfeld (PO), wiceminister gospodarki. – Tuż przed wyborami w 2007 r. rząd PiS przyjął program antypowodziowy dotyczący górnej Wisły zlecony jeszcze przez szefa MSWiA Ludwika Dorna – prostuje w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Grażyna Gęsicka (PiS), była minister rozwoju regionalnego. – My zrobiliśmy pierwszy krok, przeznaczyliśmy pieniądze, przyszła minister Elżbieta Bieńkowska i wszystko poskreślała. Nowa minister rozwoju regionalnego 1 lutego 2008 r. skreśliła z listy indykatywnej 108 inwestycji. – Tylko na Podlasiu odpadło 18 projektów, które miały chronić środowisko – mówi „Rz” Krzysztof Putra, wicemarszałek Sejmu z PiS. Zniknął m.in. projekt budowy zbiornika wodnego Myscowa-Kąty na Podkarpaciu. – Nie ma szans, by z pieniędzy unijnych został zrealizowany w perspektywie lat 2007 – 2013 – tłumaczyła minister Bieńkowska w kwietniu 2008 r. w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”. Zaniechano też budowy zbiornika wodnego w Świnnej Porębie koło Wadowic. W lutym poseł SLD Stanisław Rydzoń ostro skrytykował za to rząd. Inwestycja ciągnie się od 1986 r. – Rząd PO wstrzymał też renowację zbiornika wodnego na Nysie Kłodzkiej, na którą w 2007 r. przeznaczyliśmy środki – mówi Gęsicka. – Rozjeżdża się w nim dno. Jest zagrożenie, że dziesięciometrowa fala zaleje Nysę. – Lista projektów kluczowych została zweryfikowana, ponieważ większość z nich okazała się całkowicie nieprzygotowana – twierdzi Anna Konik-Żurawska, rzeczniczka minister Bieńkowskiej. Dowód? – Po weryfikacji niektórzy beneficjenci nie wystąpili o ponowne wpisanie na listę.
Szanowni Państwo politykierzy: ludziom koło "Pisi" lata czy to zaniedbanie tej, czy tamtej pani minister, czy pana sekretarza... Ludzie oczekują działań widocznych i efektywnych, a nie kosztujących dziesiątki tysięcy złotych przelotów na tereny objęte katastrofą pożal się Boże wicepremiera, czy wiceszefa kancelarii prezydenta. W tej samej "Rzeczpospolitej" ciekawa rozmowa na ten temat z Erykiem Mistewiczem, konsultantem politycznym:
RZ: Ani prezydent, ani premier nie pojawili się u powodzian – wysłali tam tylko swoich współpracowników. Premier Grzegorza Schetynę, a prezydent Władysława Stasiaka. Czyżby doszli do wniosku, że z katastrofami nie jest im do twarzy? Eryk Mistewicz: Zarówno Donald Tusk, jak i Lech Kaczyński doskonale pamiętają, co się działo po pożarze hotelu socjalnego w Kamieniu Pomorskim. Obraz gonitwy na zgliszczach budził niesmak. Prześciganie się w tym, kto będzie pierwszy, kto na lepszym tle pokaże się mediom. Z tego niepotrzebnego medialnego show politycy wyciągnęli, jak sądzę, wnioski.
Deklaruje pan Schetyna 60 milionów złotych pomocy i zapewnia, że ma jeszcze kolejnych 100 milionów zaskórniaków. Powinien powiedzieć: "Panie krkonosz, panie Kowalski, panie Malinowski - z WASZYCH pieniędzy chciałbym przekazać powodzianom określoną sumę pieniędzy" - i przypuszczam, że wobec tego ludzkiego nieszczęścia nikt by się nie sprzeciwił. I powonien pan wicepremier także dodać: "W przyszłym roku poproszę państwa o większą zrzutkę (czytaj: płacenie wyższych podatków), bo przecież muszę mieć kasę na przeloty helikopterem w rejony zagrożone, a żona pana prezydenta - nasza Pierwsza Duma, czy Dama - na przelot prezydenckim helikopterem na wczasy...". Ja przynajmniej czułbym się lepiej - niczym okradziony przez złodzieja-dżentelmena, Arsena Lupina. Co z tego, że kasę wcięło - przynajmniej było miło.
Tymczasem patrzę na prognozy pogody i na niebo nad Kotliną Jeleniegórską (jak dotychczas Karkonosze i ich "podstopie" uniknęło powodzi, chociaż od przynajmniej tygodnia słońce zza chmur do nas nie wyjrzało) i z całego serca życzę wszystkim powodzianom poprawy pogody i sprawnego działania ekip ratunkowych, porządkowych, a przede wszystkim szybkich decyzji władz lokalnych w sprawie odszkodowań.
Zdjęcia z portalu TVN24
PS: Czytam właśnie w "Dzienniku": Tusk jedzie do powodzian z pieniędzmi. I co? będzie łaził z kasą od domu do domu i wrzeszczał "Zdurniałem, forsę rozdaję!"? Żeby tak chociaż były to jego własne pieniądze... No, i z pewnością taki premier wie lepiej, niż władze lokalne, komu się należy i ile... Ot - Polska samorządowa...

27.06.2009

Siedmiu śpiących mocno lejących...

W kilku krajach obchodzony jest dzisiaj (27 czerwca) dzień Siedmiu Śpiących (Siebenschläfertag w Niemczech, Sjösofandi w Islandii), który łączy się z legendą o siedmiu wiernych chrześcijanach: Maksymianie, Malchusie, Martynianie, Dionizym, Janie, Serapionie i Konstantym, którzy w czasach cesarza Decjusza, wielkiego prześladowcy nowego podówczas Kościoła, zostali zamurowani żywcem w pieczarze i - zgodnie z podaniami - przespali kolejne 195 lat (według innych przekazów: całe 373 lata), budząc się w zdrowiu, gdy przypadkowo odkryto wejście do pieczary (vide: Siedmiu braci śpiących z Efezu). Z dniem tym związane są również tak zwane pogodowe mądrości ludowe w rodzaju:
  • Wie das Wetter am Siebenschläfer sich verhält, ist es sieben Wochen lang bestellt. (Jaka pogoda w Siedmiu Braci Śpiących, taka przez siedem tygodni następujących.)
  • Das Wetter am Siebenschläfertag sieben Wochen bleiben mag. (Pogoda z dnia Siedmiu Śpiących utrzyma się przez siedem tygodni).
Ponieważ w jeleniogórskiej częsci Dolnego Śląska pada z niewielkimi przerwami już od tygodnia - na razie nie powodując znaczących zniszczeń powodziowych, a w Hrabstwie Kłodzkim od wczoraj mieszkańcy drżą na wspomnienie Wielkiej Wody z lipca 1997 r. (na dzisiaj znów przepowiadane są intensywne opady deszczu) i układają worki z piaskiem na Starym Mieście i na ulicach przylegających do Nysy Kłodzkiej, to proponuję, by szanowni Maksymian, Malchus, Martynian, Dionizy, Jan, Serapion i Konstanty wzięli dupę w troki i wynieśli się czym prędzej do Afryki... "Siać, lać, Alleluja i do przodu!", jak mawia pewien "Łociec-Prać" z Torunia. Łączę się we współczuciu z powodzianami w Małopolsce i na Dolnym Śląsku. Radio Wrocław podało właśnie, że zamknięto autostradę A-4 na odcinku pomiędzy Wrocławiem a Opolem z powodu zalania nawierzchni przez wodę; w Kotlinie Kłodzkiej zalanych jest wiele kilometrów dróg lokalnych.





23.06.2009

Bolków - Dni Kultury Rycerskiej

W zmaczysku bolkowskim impreza się szykuje - zjedzie "Lato z Radiem", zjadą rycerze z Polski całej i Bohemii... Przybywajcie i wy, gawiedzi droga - będzie co podziwiać! Kasztelan Zamku, Imć Adam Łaciuk już Was urządzi... znaczy: ugości! Poniżej zaś program imprezy: 26.06 piątek 17:00 – 24:00 Przyjmowanie i rejestracja uczestników 27.06 sobota 9:00 – otwarcie zamku dla zwiedzających 10:00 – otwarcie wystawy z okazji XV-lecia Bractwa Rycerskiego Zamku Bolków. 11:00 – 13:00 odczyty naukowe poświęcone kulturze średniowiecza. Parter Domu Niewiast (pracownicy muzeum) Prezentacja/odczyt na temat bractwa bolkowskiego i jego piętnastoletniej działalności . 14:00 - Przemarsz do miasta, przekazanie kluczy, powrót na zamek 14:30 - Uroczyste rozpoczęcie Dni Kultury Rycerskiej, prezentacja przybyłych grup, odczytanie Reguły Rycerskiej. 15:00 – Pokaz tańca dawnego w wykonaniu zespołu Gimnazjum im. Rycerstwa Polskiego w Bolkowie „Alter-Ego” - występ zespołu muzyki dawnej „Saltarello” z Borken, - pokazy walk pieszych w wykonaniu Bractwa Rycerskiego Zamku Boków - Rycerze Świętego Grala z Ostrawy – pokaz - pokazy walk pieszych i scenek rodzajowych w wykonaniu bractw i drużyn rycerskich. 16:15 – Występ grupy młodzieżowej „Centrum Uśmiechu Lata z Radiem” 17:15 - Konkurs Lata z Radiem 17:30 - Pokaz kulinarny – Kuchmistrz Lata z Radiem 18:00 - Konkurs Lata z Radiem 18:15 - Krzysztof Tyniec 19:00 - Konkurs Lata z Radiem 19:15 – Umiejętności we władaniu średniowieczną bronią wszelaką zaprezentują dziennikarze i zacni goście zaproszeni. 20:00 – Koncert Jacka Kowalskiego 21:30 - Występ zespołu tańca irlandzkiego „Glendalough” 23:00 - Turniej teatrów ognia. 28.06 niedziela 9:00 Otwarcie zamku i wystaw dla zwiedzających. 12:00 Rozpoczęcie drugiego dnia, prezentacja bractw 12:20 Pokaz w wykonaniu Rycerzy Świętego Grala z Czech i bractw pozostałych 12.30 Turniej kuszniczy 13:00 Turniej par rycerskich (walki piesze). 13:30 Turniej łuczniczy, - występ zespołu tańca dawnego „Alter Ego”. 14:00 - Turniej kuszniczy o tytuł „Wielkiego Łowczego Zamku Bolków” 14:30 Gry i zabawy dla publiczności (z nagrodami/pamiątkami) 15:00 - Plenerowy spektakl teatralny 16:00 - Koncert zespołu muzyki dawnej 17:00 - Zakończenie Dni Kultury Rycerskiej, rozdanie nagród zwycięzcom poszczególnych konkurencji. Sobota , niedziela- warsztaty rzemieślnicze, warsztaty taneczne („Glendalough”). Konkurencje turnieju we władaniu średniowieczną bronią wszelaką. 1. Strzelanie z kuszy historycznej (replika kuszy specjalnie dostosowana do tego typu zabawy). 2. ”Najazd na saracena”. Ekipa pięcioosobowa, jeździec na koniu (drewnianym na kołach) w ręku dzierży kopie, trzy osoby pchają jedna (w specjalnej uprzęży) ciągnie konia. Zadaniem jeźdźca jest trafienie specjalnie przygotowanego „Saracena”. Konkurencja na czas, punkty karne za złe trafienie „Saracena”. 3. „Ścinanie głów”. Ekipa pięcioosobowa. Zadaniem jeźdźca jest ścięcie mieczem „w pełnym galopie” w zmyślny sposób umieszczonych głów (kapusty). Konkurencja na czas, punkty karne za nie ścięte głowy. 4. „Narty Bolka”. Sprawdzian pracy zespołowej. Pięcioosobowe ekipy ścigają się (z pewnymi utrudnieniami) na specjalnych nartach. 5. „Buty Bogusława”. Wyścig drużynowy na mini torze przeszkód w specjalnie przygotowanych „butach”.

Manfred Freiherr von Richthofen

Manfred Freiherr von Richthofen urodził się 2 maja 1892 roku w Kleinberg (Borek - dzielnica Wrocławia). W 1911 ukończył berlińską akademię wojskową Gross-Lichterfelde (Berlin). Idąc śladami ojca, Manfred wstąpił do kawalerii w stopniu leutnanta. W chwili wybuchu wojny znajdował się na froncie wschodnim służąc w jednostce rozpoznania kawaleryjskiego, jednakże z chwilą ustalenia się frontu i początkiem wojny pozycyjnej, Manfred poprosił o przeniesienie do lotnictwa. Od czerwca 1915 roku latał jako obserwator na samolotach dwumiejscowych, a po spotkaniu z późniejszym przyjacielem Oswaldem Boelcke zapragnął zostać pilotem. Kurs pilotażu ukończył na Boże Narodzenie 1915 roku. Podczas ich drugiego spotkania otrzymał propozycję wstąpienia do nowo tworzonej eskadry. Początkowo Manfred służył w Jasta 2, której dowódcą był sam Boelcke. Manfred okazł się dobrym obserwatorem, szybko nauczył się podstawowych manewrów bojowych. 17 września 1916 roku Richthofen zestrzelił pierwszy wrogi samolot. Dokonał tego na oczach swego dowódcy. Już 25 października Richthofen miał na koncie 6 zestrzeleń. Dwa dni później w wypadku zginął Oswald Boelcke. Na początku 1917 roku Richthofen mógł pochwalić się już 16 zwycięstwami w powietrzu. Wtedy to został mianowany dowódcą Eskadry 11 (Jasta 11) stacjonującej na lotnisku w Duai. 12 listopada 1917 roku Richthofen został odznaczony Orderem „Pour La Mertie”. Richthofen latał samolotem pomalowanym na czerwono (Albatros, później sławny Fokker Dr1), stąd wziął się jego przydomek "Czerwony Baron" (Roter Baron). Czerwień była barwą elitarnego oddziału pruskiej kawalerii Pułku Ułanów Cesarza Aleksandra III, w którym służył na początku wojny. Osiągnął w sumie 80 zwycięstw powietrznych, co jest światowym rekordem do dzisiaj. 21 kwietnia 1918 roku zginął podczas lotu bojowego.
To kolejna (dolno)śląska postać, która zasłynęła niezwykłymi wyczynami lotniczymi. O Hannie Reitsch z Jeleniej Góry pisałem już wcześniej. "Czerwony Baron" doczekał się własnej strony internetowej, z której zaczerpnąłem zamieszczone tu informacje.

22.06.2009

Życie codzienne w wieży siedlęcińskiej w średniowieczu

O Wieży Rycerskiej w Siedlęcinie (Boberröhrsdorf) pisałem niedawno. Wczoraj, z okazji organizowanego tam pokazu pod tytułem "Życie codzienne w wieży siedlęcińskiej w średniowieczu" wybraliśmy się do Siedlęcina w ramach spaceru z psem. Pogoda lekko barowa, w porywach spacerowo-barowa (nadająca się na spacer do baru), ale co tam...
Przedstawienie grupy Cornu Cervi z Kopańca... smaczne: widzowie współbiesiadują niejako z aktorami, spożywając przepyszną własnej roboty kaszankę i groch z kapusta, racząc się winem z rogu bawołu i słuchając przyśpiewek karczemnych i pogaduszek między... panem, wójtem a plebanem - wszystko to w strojach nieomal z epoki, choć wygłaszane językiem dalece bardziej współczesnym. Spektakl trwa około 80 minut i niezwykle miło "komponuje się" z wnętrzami siedlęcińskiej wieży. Kilka zdjęć ze spaceru i z pobytu w Siedlęcinie poniżej.
"Pociąg ze stacji Jeżów Sudecki do Jeleniej Góry...". My szliśmy w kierunku przeciwnym "Zwierzę pociągowe" na torach, albo parafraza Munka: "Pies na torze" "Pola makowe" między Jeżowem Sudeckim a Siedlęcinem Spotkanie z jaszczurką Bobrowe kąpiele pod wieżą książęcą Spektakl średniowieczy (i średnio dobry) Publika ludzka chłonęła kulturę, Froda zaś zapach kaszanki Dwa zdjęcia z wnętrza wieży: poddasze gospodarcze i sala z freskami Wyrównaj do środka

06.06.2009

Obserwatorium na Śnieżce - reaktywacja

Latające spodki takie jak dawniej...? Opublikowano ekspertyzę komisji badającej przyczyny zawalenia się części górnego dysku Obserwatorium Meteorologicznego na Śnieżce w Karkonoszach. Według ustaleń ekspertów głównym powodem katastrofy budowlanej było niewłaściwe wykonanie spoin w prętach konstrukcyjnych budynku. Mogło się to stać tylko z jednego powodu, a więc użycia przy budowie obserwatorium zbyt słabych materiałów, które nie były w stanie wytrzymać nacisku jaki powodowały gigantyczne masy śniegu zalegające na szczycie Śnieżki. Ze względu na to, że tegoroczna zima nie przyniosła wcale bardzo dużych ilości śniegu w porównaniu z ubiegłymi latami, to najprawdopodobniej uszkodzenia pojawiły się już wcześniej, ale dopiero w marcu się ujawniły. Teraz będzie trzeba wzmocnić konstrukcję nowymi materiałami, które spełniają wszelkie normy względem budynków znajdujących się na znacznych wysokościach i będących pod stałym wpływem ekstremalnych warunków pogodowych. Podjęto decyzję o odbudowie dolnej części górnego dysku obserwatorium w niezmienionej formie, co oznacza, że turyści nie zauważą różnicy w wyglądzie konstrukcji, ale będzie się ona różnić użytymi materiałami. Koszt odbudowy balustrady wyniesie około 600 tysięcy złotych. Mimo iż górna część obserwatorium jest częściowo rozebrana, to w dolnych dyskach funkcjonuje restauracja, pracują tam również meteorolodzy. Eksperci stwierdzili, że dolna część budynku jest solidnie wykonana i wszyscy pracownicy mogą się czuć bezpiecznie. Obserwatorium Meteorologiczne na Śnieżce przetrwało ponad 35 zim, które przynosiły gigantyczne ilości śniegu i wichury. Budynek o kosmicznym kształcie doświadczył 9 marca 1990 roku huraganowego wiatru o prędkości 346 kilometrów na godzinę. Natomiast 14 i 15 marca 2005 roku musiał wytrzymać pod naporem pokrywy śnieżnej osiągającej wysokość 247 centymetrów. Tej zimy huraganowy wiatr pojawiał się rzadziej niż zwykle, w dodatku nie przekraczał 200 kilometrów na godzinę, a pokrywa śnieżna osiągała do czasu katastrofy maksymalną wysokość 104 centymetrów. Na szczycie pomiary meteorologiczne prowadzone są od blisko 200 lat. Pierwsi ludzie weszli na szczyt około 1577 roku, a pierwsi Polacy 100 lat później. Pierwszy budynek obserwatorium powstał w 1900 roku i utrzymał się przez następne blisko 90 lat, kiedy został rozebrany. W międzyczasie w latach 70. ubiegłego wieku wybudowano nowoczesne obserwatorium.

05.06.2009

Nowa kolej linowa na najwyższy szczyt w Czechach

Na portalu regionalnym Trutnovinki wyczytałem, ze Bracia Czesi planują budowę nowej "lanovky" na Śnieżkę. Prace mogłyby rozpocząć się już w przyszłym roku, a eksploatacja - jesienią 2011 r. Jak stwierdził Hetman Hradeckiego Kraju, poczynione zostaną starania o dofinansowanie projektu (i budowy) ze środków UE, argumentując to bardzo słusznie: "Lanovka na nejvyšší horu má nadregionální, celostátní význam, protože toto zařízení slouží turistům z celé České republiky". Planowana jest kolej gondolowa z cteroosobowymi kabinami, a przejazd skróciłby się do 15 minut (z obecnych 25). Pojawiła się również wiadomość, że stary budynek poczty (zastąpiony przez nowoczesne ohydztwo) zostanie zachowany, jednak nie na szczycie Królowej Karkonoszy, lecz w Czeskim Merano, na Javorovou skálu. "Obchoduji s realitami, a tak jsem několik měsíců sledoval snahu majitelky starou poštovnu prodat. V té době mi bylo jen líto, že se tento historický objekt musí ze Sněžky přestěhovat a přemýšlel jsem, kde a s jakým využitím najde svůj nový domov. Když jsem později zjistil, že o poštovnu není zájem a hrozí její likvidace, tak jsem se do toho rozhodl jít sám", powiedział Tomáš Trnka, który odkupił obiekt od Poczty Czeskiej.
Powyżej stara siedziba placówki pocztowej, pod spodem nowy obiekt

04.06.2009

Wang, fontanna w pergoli i euro-parlamentarzyści

Tym razem krótki przegląd prasy - trochę śmieszny, trochę niepokojący
W TVP Info informacja o pękającym murze oporowym, okalającym cmentarz Świątyni Wang:
Stan muru pogarsza się każdej zimy, a każda większa ulewa wymywa szczeliny między głazami. Powstała ekspertyza, z której wynika, że należy natychmiast przeprowadzić naprawę muru, aby nie doprowadzić do jego zawalenia. Jednocześnie trzeba usunąć zagrożenie, jakie ten mur stanowi dla masy turystów, które przychodzą zwiedzać kościół Wang. Parafia Wang nie ma miliona złotych na odbudowę muru. Bezskutecznie starała się o pieniądze w ramach z Regionalnego Programu Operacyjnego.
W 'Gazecie Wrocławskiej' notatka o fontannie na pergoli przed Halą Stulecia (niegdyś Hala Ludowa). Zaciekawiły mnie następujące kwestie:
Wodne pokazy z laserami, dymem i muzyką będzie można podziwiać jeszcze przez cały najbliższy weekend - zawsze po zmroku (w ciągu dnia fontanna też będzie czynna, ale będzie już mniej efektowna). Po weekendzie w pełnej krasie wodotrysk ma działać tylko przy wyjątkowych okazjach, kilka razy do roku. Najbliższą będzie najprawdopodobniej święto Wrocławia. Co stanie się z wodotryskiem od poniedziałku? - Na pewno będzie mniej efektownie niż dziś - przyznaje Mieczysław Popławski z Zarządu Zieleni Miejskiej. - Strumień wody będzie mniejszy, a muzyka będzie leciała z głośników tylko o pełnych godzinach - dodaje. Prawdopodobnie fontanna będzie działała od godz. 8 do 23, ale decyzja jeszcze nie zapadła. Podobnie jak dotycząca ogrodzenia fontanny i pergoli oraz pobierania ewentualnej opłaty za wstęp. Bilety mogą zostać wprowadzone w przyszłym roku.
Poniżej animacja, przedstawiająca działanie tego cudu techniki za 10 milionów (w których uwzględniono remont samej pergoli) [korekta: Radio Wrocław podało, że "to cudo techniki kosztowało 20 milionów złotych"]:
video
PS: W Gazecie Wrocławskiej zdjęcia z imprezy (jak się okazało - niezbyt odpowiedzialnie zorganizowanej przez Urząd Miasta)
I jeszcze rysunek Mleczki, wyjaśniający to niezwykłe "parcie na europarlament" wszystkich tych pajaców-niedorajdów (Kamiński, Krzaklewski, Libertasy różnej maści itp.):

03.06.2009

Ostateczny rozwód z PO pana Tuska...

Szumnie reklamowany "pakiet antykryzysowy" ekipy pana Tuska okazał się - jak wynika z artykułu w "Polska-Times" - hucpą, bzdurą i zaprzeczeniem gospodarczego liberalizmu (czy jak kto woli: "neoliberalizmu") tej partii. Był ów liberalizm gospodarczy głównym powodem, dla którego w wyborach parlamentarnych stanąłem 'jednoosobowym murem' za tą opcją polityczną. Otóż aby sfinansować ów zachwalany "pakiet", rząd pana Tuska chce rzekomo podnieść podatek VAT. - Rozważamy podniesienie VAT, bo to jeden ze sposobów walki z kryzysem - przyznaje w rozmowie z "Polską" Mikołaj Herbst z zespołu doradców strategicznych premiera. Podstawowa stawka podatku od towarów i usług wynieść więc miałaby od września 2009 roku 23%, dzięki czemu dobilibyśmy nieomal do takich potęg wysokopodatkowych jak Szwecja i Dania i przegonilibyśmy dwudziestodwuprocentową Finlandię. I dalej: - Należy się przygotować na to, że dziura w budżecie spowodowana mniejszymi wpływami z podatków wyniesie nawet 40 mld zł - twierdzi prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów, główny ekonomista BCC. Pomysł na podniesienie podatków uważa za dobry, ale jego zdaniem rządowi będzie go bardzo trudno przeforsować. - Jest prawdopodobne, że plany te zawetuje prezydent. Od dawna deklarował, że jest przeciwny podnoszeniu wszelkich podatków - dodaje Stanisław Gomułka. Zdaniem prezydenta wzrost podatków hamuje konsumpcję. Wynika stąd, że pan Prezydent okazuje się większym liberałem ekonomicznym, niż pan Tusk. Świat na głowie stanął! Cytuję dalej za "Polska-Times": (Rząd)nie wyklucza podniesienia składki rentowej, a to następnych 20 mld zł w kasie państwa. Wspomnę więc jedynie 3 z zapisanych na "starym" Nieregularniku obietnice pana Premiera z jego expose, wygłoszonego w sejmie: • Radykalne uproszczenie prawa podatkowego, gospodarczego i obsługi ZUS przez płatników. • Obniżenie podatków i obciążeń pośrednich. • Reforma emerytalna. Widzę tu rażącą sprzeczność, nie dającą wytłumaczyć się kryzysem światowym. Przyjrzyjmy się stawkom VAT obowiązującym w Unii Europejskiej (po uwzględnieniu zmian stawek w związku z kryzysem) - pełny widok po kliknięciu w obrazek: Jeżeli więc we wrześniu i tak dość nieudolny rząd pana Tuska ubierze się w 23-procentowy płaszczyk VAT-owskiego liberalizmu, to - jak mniemam - będzie to początek końca jego egzystencji. Niestety - "mniejszego zła", niż Platforma Obywatelska nie widzę..., no, może 'Libertas', ale to całkowity polityczny margines i za dużo tam politycznych analfabetów-banitów z PiS i innych partii oszołomskich. UPR byłby piękny, gdyby zmienił nazwę na Unię Polityki Nierealnej; wówczas oddałbym z chęcią głos na to marginalne ugrupowanie, bo lubię mistyków ekonomicznych. Pan Tusk & Co. (czy też & PO) staną się w razie decyzji o podwyżce podatków od września polityczną przeszłością (dla mnie). PS: Akurat rozpętała się burza wokół tzw. "Raportu" BBN, sygnowanego przez kolejnego prostaka z otoczenia Kaczyńskich. Te bezkarne harce zauszników i dupowłazów Kaczyńskiego Lecha są kolejnym dowodem na bezsilność ekipy Tuska i samego premiera.

Otwarcie Kościoła Łaski w Kamiennej Górze

W nawiązaniu do tej notatki jeszcze kilka słów o kamiennogórskim Kościele Łaski - z książki "Historia parafii ewangelickiej w Kamiennej Górze".
8 października 1720 r.
Był to wielki dzień uroczystego przekazania wiernym naszego kościoła, w którym nie było jeszcze znajdujących się w nim obecnie pięknych organów, ołtarza, ambony, ozdób na emporach i innych ozdób. Jednak wszyscy, młodzi i starzy, wyczekiwali tego uroczystego dnia z radością w sercach i z nieopisanym uczuciem przekraczali progi nowej świątyni, by po raz pierwszy wspólnie modlić się i dziękować Bogu. Cała społeczność wiernych zebrała się raz jeszcze wczesnym rankiem, piętnaście minut przed godziną szóstą, w drewnianym kościele tymczasowym, gdzie pan diakon Ullber wygłosił ostatnie kazanie na temat z Księgi Izajasza 2, 3. Pośród śpiewanej pieśni „Nun danket alle Gott” panowie przewodniczący i członkowie Kolegium Kościelnego dołączyli do duchownych i uczniów w zakrystii. Po udzielonym błogosławieństwie cały orszak przy dźwiękach pieśni „Herr segne meinen Tritt” i „Gott der Vater wohn uns bey” wyruszył ze starego do nowego kościoła w następującym porządku: przodem młodzież szkolna z nauczycielami. Następnie duchowni. Przed nimi obaj dzwonnicy niosący jeden - w prawej dłoni Biblię, w lewej chrzcielnicę, drugi – w prawej dłoni szkatułę z hostiami i kielich, w lewej zaś srebrny dzban. Po nich maszerowali przewodniczący kolegium, niosąc nadany w dniu 25 kwietnia 1709 r. przez komisję cesarską znak łaski. Kolejno szli członkowie kolegium i ławnicy, za nimi mieszczanie i wszyscy chętni, którzy chcieli się przyłączyć. Gdy pierwsi uczniowie stanęli u drzwi, które do tej chwili były zamknięte, rozległy się dźwięki trąb i werbli. Gdy cała ta procesja znalazła się w kościele, otwarto pozostałe drzwi i rozpoczęło się nabożeństwo. W kazaniu przywołane zostały słowa z I Księgi Mojżeszowej 28, wersy od 16 do 19, po kazaniu odśpiewano Te Deum laudamus, a nabożeństwo zakończyła komunia dla panów nauczycieli i uczniów. Na kolejne nabożeństwa dzwoniono o godzinie 12:45 i 14:45. Kazania przywoływały słowa z Ewangelii św. Jana wersy 14, 25 i I Księgi Królewskiej wersy 8, 29 - 33. Dokładny opis uroczystości został również wydany drukiem. Dwóch wielce zasłużonych dla naszego kościoła mężów, obaj przewodniczący kolegium, pan Hohann Liebenwald i Jeremias Ludewig nie mogli wziąć udziału w ceremonii ze względu na chorobę. Wkrótce później zmarli – pan Ludewig 10, a pan Liebenwald 11 października. Jednak obaj doczekali tego wspaniałego dnia i z pewnością w godzinie swojej śmierci rzekli: Panie, oto pozwalasz odejść nam w pokoju! 12 grudnia przywieziono nową ambonę, dar od pana von Krause na Treschen (Trestno) koło Wrocławia. Wykonano ją we Wrocławiu. Nie wiadomo, ile kosztowała. Wprawdzie wykonana była z drewna, jednak sposób mocowania jej zadaszenia był niezwykły. Została ustawiona w kościele 20 grudnia. Jako wynagrodzenie rzeźbiarz otrzymał 50 florenów, malarz 9 florenów, a czeladnicy stolarscy 5 florenów. 22 grudnia, w 4 niedzielę adwentu pastor prymariusz po raz pierwszy wygłosił kazanie z tej ambony. Również i ono ukazało się drukiem. Pod datą 13 marca 1721 r. znajdujemy w naszych księgach następujące rozliczenie sprzedaży miejsc w kościele: 1) Miejsca dla mężczyzn na parterze 2207 tal. 00 gr. srebrnych 2) Miejsca dla mężczyzn na dolnej emporze 3685 tal. 10 gr. srebrnych 3) Miejsca dla mężczyzn na górnej emporze 681 tal. 10 gr. srebrnych 4) Miejsca kobiet na górnej emporze 6607 tal. 00 gr. srebrnych 5) Miejsca na dostawianych ławkach 320 tal. 00 gr. srebrnych W kościele naszym bowiem jest, nie licząc empory organowej i empory za ołtarzem, razem 2410 numerowanych miejsc, z tego na parterze 1297, a na emporach 1113.

01.06.2009

Ulica Skrzatów Karkonoskich

Karpacz wzbogacił się o nową ulicę: dzisiaj, w Dniu Dziecka oficjalnie otwarto trakcik o słodkiej nazwie "Ulica Skrzatów Karkonoskich". Nareszcie nazwa miła, lekka i przyjemna, bez politycznego zadęcia... no chyba, że ktoś śmiałby skrzaty owe kojarzyć z jakimiś politykami mizernego wzrostu, co byłoby interpretacją mocno naciąganą... Jak na patronów ulicy przystało, przy 30-metrowym trakcie znajduje się tylko jeden budynek: przedszkole. Zdjęcie "pożyczyłem" z Nowin Jeleniogórskich, gdzie cały artykuł...

Flagi

free counters